Sięgając po „Życie na ulicy”, nie wiedziałam, czego świadkiem stanę się za chwilę i jak wielkie emocje będą temu towarzyszyły. Ta cienka książeczka (zaledwie 140 stron) może naprawdę wywołać łzy (dlatego osobom wrażliwym odradzam czytanie „Życia na ulicy” na przykład w środkach komunikacji miejskiej).
Danielle Steel w „Życiu na ulicy”, mimo że jest to książka, którą można byłoby zaliczyć do autobiograficznych, nie pisze o sobie. Opowiada o działalności, którą wykonywała w tajemnicy przez 11 lat. Teraz, za namową innych, zdecydowała się ujawnić szczegóły swojego „drugiego, nocnego życia” po to, by wielu ludziom otworzyć oczy, niektórym otworzyć portfele, a docelowo wszystkim otworzyć ramiona i zachęcić ich tym samym do pomagania. Danielle Steel przekonuje, że nawet najmniejsza pomoc, która w naszym mniemaniu i tak pewnie nic nie zmieni, jest niezwykle ważna i potrzebna. Najmniejszy gest dobrej woli, przejaw życzliwości może zdziałać cuda. Danielle Steel tę pomoc i życzliwość skierowała ku bezdomnym z ulic San Francisco. Autorka swoją działalność finansowała z własnej kieszeni (bo jak sama mówi, chciała by właśnie na taki cel szły jej pieniądze), co jednocześnie musiało ograniczyć skalę pomocy (tak, aby nie była to pomoc jednorazowa, a długoterminowa) i dawało sporą swobodę działania.
„Życie na ulicy” to książka o bardzo prostym przekazie i do bólu szczera. Danielle Steel nie osądza, ale jedynie pisze o tym, o czym większość z nas wolałaby nie myśleć. Wspomina o „naturalnych” ludzkich odruchach – strachu, niechęci, zniecierpliwieniu, odrazie wobec ludzi, którzy koczują na ulicach, w bramach, w opuszczonych budynkach. I jednocześnie wysyła do czytelnika sygnał: nawet jeśli te odczucia nie były ci obce, możesz to zmienić. Życie jest zbyt niepewne i kruche, by odwracać się plecami do innych, ryzykując, że kiedyś, w potrzebie sami zostaniemy tak potraktowani. I nie traćcie nadziei, bo nawet jeśli będzie bardzo źle, na waszej drodze może pojawić się ktoś, kto wywoła uśmiech na waszej twarzy.
Pomimo trudnego tematu, w książce nie brak ciepłego humoru i ludzkich uczuć (zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych). To, co zwróciło moją uwagę to fakt, że pomimo tragedii, jaka dotknęła autorkę, ma ona w sobie siłę, ciepło i… dystans do siebie. Jedynym mankamentem, którego dopatrzyłam się podczas lektury książki jest to, że momentami odnosi się wrażenie, że autorka się powtarza. Jeśli jednak, dzięki temu, lepiej zapamiętamy mądrość płynącą z tej książki, to te powtórki były jak najbardziej wskazane.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Danielle Steel, „Życie na ulicy”, G+J, Warszawa 2012
Komentarze