Joseph Kim przy pomocy doświadczonego dziennikarza opowiada trudną historię swojego dzieciństwa i wkraczania w dorosłość. „Maczek” początkowo żyje jak każde koreańskie dziecko marząc o tym, by w przyszłości zostać żołnierzem, albo szpiegiem i w ten sposób przysłużyć się swojej ojczyźnie. Jego życie jest w miarę beztroskie i spokojne do momentu, gdy nad całą rodziną pojawia się widmo głodu. Fala Wielkiego Głodu, która nawiedziła Koreę Północną w połowie lat dziewięćdziesiątych pochłonęła miliony istnień ludzkich, nie oszczędzając również rodziny Kima. Obserwujemy kolejne losy tego młodego chłopca, którego los doświadcza śmiercią, porzuceniem ze strony najbliższych i zwykłym okrucieństwem. Wiele razy czytamy o jego rozczarowaniu ludźmi, tymi najbliższymi i tymi nieznajomymi, choć w tej smutnej książce znajdziemy także osoby, które wyciągnęły pomocną dłoń do tego skrzywdzonego przez los chłopca.
Joseph Kim ma w sobie ogromną tęsknotę: za ojcem, matką, a najbardziej za siostrą Bong Sook, która była dla niego najbliższą istotą. Pożegnanie z nią odcisnęło na nim ogromne piętno, a chęć odszukania kiełkuje w nim nadal. Świadomość, że koreańskie dziewczęta były często sprzedawane do chińskich domów publicznych potęguje tylko ból i niepewność. W swojej opowieści Kim skupia się głównie na problemie głodu: zdobycie pożywienia w pewnym momencie graniczy z cudem: nie ma pracy, nie ma pieniędzy, a prawdziwym rarytasem staje się mięso ślimaków, żab, a nawet szczurów. W końcu pozostaje mu tylko żebranie lub kradzież. Te upokarzające doświadczenia, dom poprawczy budują w nim siłę przetrwania i tak jakby mimowolnie, tracąc już nadzieję nasz bohater przedostaje się do Chin, by następnie znaleźć spokojną przystań w Stanach Zjednoczonych.
Z książki „Pod jednym niebem” nie dowiemy się wiele o systemie politycznym Korei Północnej, ale poznamy historię jednego dziecka, które przez zrządzenie losu i mocny charakter przetrwało, by opowiedzieć o losie tych, którzy nie mieli tyle szczęścia. Nie dziwią nas wcale wyrzuty sumienia głównego bohatera, który cierpi, bo został bez najbliższych, zostawił ich, by ratować siebie. Może jednak dobrze się stało, bo teraz własną osobą i swoim życiem może dawać świadectwo o tym, co nie tak dawno miało miejsce w Korei Północnej.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Joseph Kim, Stephan Talty, „Pod jednym niebem”, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016
Komentarze