„Pod powierzchnią” Lynn H. Blackburn - recenzja

Recenzja książki „Pod powierzchnią”.
Brutalne morderstwo i oddech przeszłości na plecach mogą przyprawić o nieprzyjemne dreszcze.

Lato zbliża się powoli ku końcowi, a początek jesieni to wręcz idealny moment, by sięgnąć po kryminał. Wtedy z przyjemnością można zatopić się w lekturze, łapiąc przy okazji ostatnie promyki słońca. Taki scenariusz można z powodzeniem zrealizować z najnowszą książką Lynn H. Blackburn  w dłoni. „Pod powierzchnią” to bowiem lekki kryminał z wątkiem romantycznym w tle.

Głównych bohaterów książki poznajemy w nietypowych okolicznościach. Z jeziora Porter zostaje wyłowione ciało. Na miejscu od razu pojawiają się oddziały policji, w tym detektyw z wydziału zabójstw – Ryan Parker. Okazuje się, że nieopodal miejsca, gdzie znaleziono ciało,  mieszka Leigh Weston – koleżanka z dzieciństwa Parkera. Dziewczyna jest pielęgniarką onkologiczną, która przed obsesyjnym pacjentem uciekła w rodzinne strony. Kiedy Leigh ulega wypadkowi samochodowemu, policja zaczyna baczniej przyglądać się jej osobie. Czy wyłowione ciało i próba zabójstwa są ze sobą powiązane? Jakie motywy kierują bezwzględnym mordercą, a może jest ich dwóch? Ryan Parker z grupą współpracowników i przyjaciół postanawia rozwikłać tę zagadkę. Ilość znaków zapytania jest jednak ogromna, a skupieniu nie pomaga fakt, że pomiędzy nim, a Leigh odżywa platoniczne uczucie ze szkolnych lat.

Lynn H. Blackburn sprawiła, że „Pod powierzchnią” czyta się szybko i przyjemnie. Śledztwo prowadzone jest systematycznie, pozbawione jest gigantycznych zwrotów akcji i niespodziewanych odkryć. Specjaliści od komputerów mozolnie zbierają dane, a detektywi przeglądają monitoring, by wpaść na jakąś wskazówkę. Leigh przez wzgląd na niedawne przeżycia, chętnie przyjmuje w swoim domu tę nietypową grupę wsparcia, serwując im pyszne wypieki.

„Pod powierzchnią” nie należy do mrocznych kryminałów, więc z powodzeniem mogą po niego sięgnąć miłośnicy literatury obyczajowej. Wspólne tropienie sprawcy da nam wiele frajdy, ale najprawdopodobniej zakończy się porażką. Charakterystyczny i dość nieoczywisty motyw w tej książce to wiara i zwątpienie. Bóg  działa w dość pokrętny sposób, przez co nasi bohaterowie często zwracają ku niemu błagalne okrzyki i prośby.

Jeśli chodzi o samo zakończenie, to liczyłam na bardziej spektakularny finał. Jest nieźle, ale liczę, że to dopiero preludium przed kolejnymi tomami z tej serii. Autorka pozostawiła kilka otwartych furtek, a szczególnie na uwagę zasługuje postać Sabriny. Ta dziewczyna ma chyba ciekawą i niełatwą przeszłość i warto byłoby przyjrzeć jej się bliżej. Do tego czasu sięgnijcie po „Pod powierzchnią” i odkryjcie tajemnicę, którą skrywa jezioro Porter.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Lynn H. Blackburn, „Pod powierzchnią”, Rzeszów, Wydawnictwo Dreams, 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat