Katarzyna Puzyńska to autorka poczytnej serii kryminalnej o policjantach z fikcyjnej wsi Lipowo, niedaleko Brodnicy. Młoda autorka debiutowała w 2014 roku powieścią „Motylek”, która tak dobrze przyjęła się wśród czytelników, że ostatecznie seria o Lipowie doczekała się aż jedenastu tomów. W już jedenastej książce cyklu, czyli „Pokrzyku”, po raz kolejny spotykamy się z dobrze znanymi już nam postaciami – Danielem, Emilią, Weroniką i Klementyną.
Klementyna Kopp, emerytowana komisarz, zostaje podejrzana o morderstwo, jednak aspirant Daniel Podgórski nie wierzy w winę swojej bliskiej koleżanki po fachu i mimo zaleceń przełożonych, sam zaczyna mieszać się w tę sprawę. Jego żona, Weronika, dość przypadkiem trafia do dworku we Wnykach, gdzie miejscowa legenda głosi, iż każdy, kto odwiedzi ten dom, umrze. Pojawia się też były mąż Weroniki, były policjant, a teraz prywatny detektyw, który zostaje również wciągnięty w sprawy wiążące się ze zbrodniami, o które podejrzana jest Klementyna. Pośród wszelkich niejasności i kolejnych morderstw, główni bohaterowie zmagają się również z problemami miłosnymi, z których wynika cały zbiór problemów.
Puzyńska jak zwykle sprytnie operuje piórem, narracja jest płynna, a powieść spójna. Pomysł na jedenasty tom autorka miała wyjątkowo dobry – sprawa Klementyny Kopp jest niezwykle ciekawa i wciągająca, jednak uważam, że wątek ten został zdecydowanie za mało rozwinięty. Niewykorzystany potencjał historii sprzed lat pozostawił u mnie niedosyt. Zbyt mało treści poświęcono interesującej przeszłości byłej komisarz, podobnie jak trzem siostrom – śmierć ich rodziców też przypisano Klementynie. To były naprawdę dobre, ciekawe wątki, którym warto było poświęcić więcej czasu, w przeciwieństwie do miłosnych rozterek aspiranta Daniela. W mojej ocenie autorka zbyt wiele stron poświęciła temu niezwykle nudnemu trójkątowi miłosnemu. Wszelkie przemyślenia bohatera, jego rozterki i tęsknota za alkoholem były dla mnie po prostu nieciekawe i irytujące. Z rozdrażnieniem czytałam fragmenty „Pokrzyku” w których dominowały sprawy Daniela i Weroniki, licząc na więcej treści związanych ze sprawą Klementyny w dalszej części powieści, jednak nudny wątek miłosny zdawał się cały czas wysuwać na pierwszy plan.
„Pokrzyk” nie jest ani najlepszą, ani najgorszą częścią sagi o Lipowie. Można powiedzieć, że autorka trzyma poziom, historia wciąga, a koniec zaskakuje. Intryga jest być może nieco naciągana, nieco zbytnio zagmatwana, ale pomimo tych niedociągnięć fabuła jest przyzwoita. Mało udany wątek miłosny obniża moją ocenę dość znacznie, bo wyjątkowo się przy nim nudziłam, ale mimo to, jeśli podobały Wam się poprzednie części sagi, wówczas warto sięgnąć i po „Pokrzyk”, chociażby dla samej historii z przeszłości Klementyny Kopp.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Katarzyna Puzyńska, „Pokrzyk”, Prószyński Media, Warszawa 2019
Komentarze