„Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL” – recenzja

Recenzja książki „Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL”.
„Powitanie chlebem i solą. Zeschłym chlebem przez łeb, solą na rany”.

Przyznaję się bez bicia, że o zbrodni połanieckiej pierwszy raz usłyszałam, czytając opis „Połanieckiej. Najgłośniejszej zmowy milczenia w historii PRL-u” Grzegorza Wielgusa. Sprawa okazała się jednak na tyle intrygująca i przerażająca, że już po lekturze zajrzałam do internetu, dzięki czemu dowiedziałam się, że powstaje na jej temat również serial telewizyjny.

Słowem wstępu powinno być wyjaśnienie, że „Połaniecka...” Grzegorza Wielgusa nie jest wierną rekonstrukcją ani reportażem true crime. Mamy do czynienia z beletryzowaną historią ze zmienionymi danymi osobowymi. Całość oparta jest na prawdziwym morderstwie masowym, do jakiego doszło w śnieżną noc wigilijną 1976 roku. Już sam czas tych okrutnych wydarzeń budzi niesmak i wzburzenie, bo czy może być coś bardziej odstręczającego niż zamordowanie z zimną krwią trojga członków jednej rodziny, w tym kobiety w ciąży, w trakcie pasterki? Jakim trzeba być człowiekiem, aby się do tego posunąć i jakim trzeba być sąsiadem, aby przez kolejne miesiące nie puścić pary z ust?

To właśnie ta zmowa milczenia zamkniętej na przyjezdnych społeczności stanowi dominujący motyw tej pozycji. Jest to zarówno punkt zapalny, jak i stopniujący napięcie aż do samego końca. Razem z fikcyjnym protagonistą, porucznikiem Oskarem Grewlingiem, natrafiamy na przeszkody, zdawałoby się, nie do przejścia, a postępujące uczucie frustracji potęgują dodatkowo naciski polityczne i początkowo nieudolnie prowadzone śledztwo kwalifikujące sprawę jako wypadek.

Oskar, co prawda jest funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej, a więc obiektywnie rzecz biorąc, nie zalicza się do tych dobrych. Niemniej naprawdę ciężko jest z nim nie sympatyzować, szczególnie gdy bezsenność będąca skutkiem prowadzonej sprawy prowadzi go do omamów wzrokowych, a stojąc w obliczu niemożliwego, coraz bardziej obrazowo opisuje, jak najchętniej zakończyłby daną konwersację z opornym rozmówcą. W zasadzie można powiedzieć, że pozostajemy cały czas w szarej strefie. Ci źli polują na tych pozornie dobrych, a pozornie dobrzy szukają wymówek, aby pozostać w bezpiecznej strefie albo idą o krok dalej, ostatecznie przechodząc na stronę mroku.

Podsumowując, „Połaniecka…” jest nietypowym kryminałem, ponieważ sprawców znamy od pierwszego rozdziału, a cała reszta służy nam do odkrycia motywu przestępstwa i nakreślenia jego tła społecznego. Styl jest oszczędny, autor nie stawia na przesadę, epatowanie przemocą i efekciarstwo, wybierając mozolnie budowane śledztwo z przygnębiającą aurą w tle.

Izabela Fidut

Grzegorz Wielgus. „Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL”, Wydawnictwo Initium, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat