Bohaterem tej książki nie jest konkretna osoba, choć osoby, które tu się pojawiają, mają z nim jakiś związek. W każdej z trzech części, na które podzielono powieść, najważniejszy staje się pewien maszynopis, którego wydanie może doprowadzić do nie lada zawirowań. Książka o książce, choć niewydanej, została podzielona na trzy części, a w każdej z nich ważną rolę odgrywa ktoś inny.
Całość rozpoczyna średnio rozgarnięta, przynajmniej tak wynika z opinii osób, które miały z nią do czynienia, Ellinor. Kobieta odpowiadając na anons towarzyski przeprowadza się ze swojej Skanii do domu pewnego krytyka literackiego, który prowadzi dość dziwne życie erotyczne. Jedna noc zamienia się w długie tygodnie wspólnego, a jednak oddzielnego życia. Sytuację komplikuje fakt, że maszynopis "Poliglotycznych kochanków" autorstwa Maksa Lamasa trafia w ręce kobiety, która potraktuje go w dość nietypowy dla maszynopisu sposób. W części drugiej to właśnie Max Lamas jest głównym bohaterem, a jego przypadkowe spotkanie z Calisto i jego żoną prowadzi do kolejnych zawirowań. Do spotkania jednak dochodzi na włoskim wybrzeżu, gdzie cała trójka wypoczywa, ale zanim maszynopis trafia w ręce krytyka. Jak bardzo dla całej fabuły ważne są z kolei Włochy, pokazuje część trzecia powieści, w której narratorem jest Lucrezia. To romans jej babki ze znanym pisarzem będzie stanowił trzon opowieści w "Poliglotycznych kochankach".
Zmienność narracji (bo przecież w każdej z trzech części ktoś inny opowiada historię), która i tak zmierza do wyjaśnienia jakichś powiązań albo z osobą pisarza, albo z samym maszynopisem, absolutnie nie ułatwia czytania. W sumie dopiero po całkowitym przeczytaniu książki czytelnik może mieć świadomość, że wreszcie rozumie, o co chodzi w tej opowieści o powieści. Historia o niewydanej książce ma jednak drugie dno. Choć autor maszynopisu marzył o kochance, z którą mógłby się porozumiewać w różnych językach i o której pisze, płynnie przechodząc na włoski czy hiszpański (bo szwedzki jest takim zimnym językiem, w którym nie da się opowiadać o miłości), to miłości nie znajduje, a jedynie doprowadza do romansu na granicy mezaliansu i skandalu. Z drugiej strony zaskakujące jest to, jak każda osoba, która ma choćby pobieżny kontakt z maszynopisem lub z jego autorem, dramatycznie poszukuje miłości, często również za wszelką cenę.
Z pewnością nie jest to lektura łatwa, jednak wciągająca w świat, w którym prawdziwa miłość jest jedynie wyidealizowanym obrazkiem kochanki z książki, która zresztą nigdy nie będzie wydana.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Lina Wolff "Poliglotyczni kochankowie", Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017
Komentarze