Wbrew pozorom dość często zdarza się, że książka okazuje się czymś innym niż się spodziewaliśmy. Czasem w błąd wprowadza nas blurb, kiedy indziej okładka, dodany na wyrost przymiotnik „psychologiczny” albo chwytliwy, ale niemający pokrycia w rzeczywistości slogan. Zwykle efektem jest niska ocena, jednak istnieją przypadki, w których twórca potrafi to zaskoczenie obrócić na swoją korzyść. Tak też po części było w przypadku „Półmordercy” Håkana Nessera.
Już sam tytuł przyciąga uwagę swą zagadkowością, jednocześnie sugerując, że będziemy mieć do czynienia z opowieścią z dreszczykiem. Co więcej, główny bohater siedemdziesięciokilkuletni Adalbert to człowiek mający na koncie odsiadkę, można więc na tej podstawie wysnuć wniosek, że pewnie chłop na stare lata znów wpakował się w kłopoty, a jednak zamiast mrożącej krew w żyłach fabuły otrzymujemy historię, której moim zdaniem najbliżej jest do… romansu. Tak, romansu, czyli gatunku, który normalnie powoduje we mnie chęć wbicia w oczy szpikulców do lodu. Tak się jednak nie stało, co jest już drugą niespodzianką z kolei, ale zacznijmy od początku.
Adalbert, staruszek z nadwagą i problemem alkoholowym, spędza dni w ściśle ustalony sposób. Dopiero spotkanie twarzy sprzed lat, o ile to jest twarz sprzed lat, bo mówimy o kimś z demencją, wprowadza zamęt w jego szarą egzystencję. Mężczyzna zaczyna prowadzić dziennik i spisywać swoje wspomnienia, równocześnie angażując do pomocy przy potwierdzeniu tożsamości równie stetryczałego sąsiada i znacznie bardziej żwawą kuzynkę. Otrzymujemy więc dwie perspektywy czasowe: przeszłość i teraźniejszość oraz komentującego je dość specyficznego narratora.
Håkan Nesser nie spieszy się z akcją, poświęcając sporo miejsca na stworzenie portretu charakterologicznego Adalberta i obdarza swojego bohatera typowo skandynawskim, ironicznymi i czarnym poczuciem humoru. Żeby było zabawniej, jego największe dawki przypadają w najmniej spodziewanych momentach – nie spoilerując, napiszę tylko, że wątek ataku pewnego zwierzęcia na długo zapadnie mi w pamięci. Żeby było jeszcze ciekawiej, te wstawki są przeplatane z filozoficznymi rozważaniami o życiu, śmierci i wszystkim pomiędzy.
Podsumowując, „Półmorderca” to pozycja nietypowa, łącząca komedię, dramat i romans z szczyptą kryminału. To, na ile taka oryginalna mieszanka nam się spodoba, zależy od osobistych preferencji. Dać szansę zawsze można, tym bardziej, że w razie niepowodzenia mówimy o zaledwie 254 stronach, a więc góra kilkugodzinnej lekturze.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Håkan Nesser, „Półmorderca”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2021r.
Komentarze