„Polowanie na Księżycową kukułkę” – recenzja – recenzja

Recenzja książki „Polowanie na Księżycową kukułkę” – recenzja – recenzja
Mongolia, zaginione złoto, baron Roman Ungern von Sternberg i Wrocław końca lat 60. Przyznaję, że już sam zestaw tych elementów wydał mi się na tyle nietypowy, że byłam ciekawa, dokąd Jolanta Maria Kaleta tym razem zabierze swoich czytelników.

„Polowanie na Księżycową kukułkę” to historia rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach czasowych. W 1912 roku poznajemy barona Romana Ungerna, młodego oficera armii carskiej, którego losy na zawsze wiążą się z Mongolią. Kilkadziesiąt lat później we Wrocławiu student geologii Hubert Kmita trafia na tajemniczy tekst zapisany na jedwabiu. To właśnie on prowadzi go na ślad zaginionego złota generała Ungerna.

Największym zaskoczeniem była dla mnie ogrom przekazanej wiedzy o Mongolii. Nie jest ona tutaj tylko egzotycznym tłem dla przygodowej historii. Autorka bardzo dokładnie pokazuje jej historię, kulturę, religię, obrzędy, hierarchię społeczną, a nawet kuchnię i geologię. Widać ogrom pracy włożonej w przygotowanie tej książki. Jolanta Maria Kaleta jest historyczką i zdecydowanie czuć to podczas lektury. Historyczna dokładność jest tutaj bardzo ważna, momentami nawet ważniejsza od płynności czy tempa opowieści.

Dlatego nie jest to książka, którą czyta się całkowicie bez wysiłku. Informacji jest dużo, pojawiają się mongolskie określenia, bohaterowie zwracają się do siebie tytułami, a opisy obrzędów czy zasad funkcjonowania tamtejszego społeczeństwa zajmują sporo miejsca. Fabuła płynie raczej spokojnie. Nie traktuję tego jednak jako wady – po prostu jest to książka, której trzeba poświęcić trochę więcej uwagi.

Bardzo podoba mi się też połączenie Mongolii z Wrocławiem. Ten drugi oczywiście szczególnie doceniam, bo sama mieszkam we Wrocławiu i zawsze cieszy mnie, kiedy mogę odnaleźć dobrze znane mi miejsca na kartach książki. Tutaj jednak Wrocław jest tylko jednym z elementów znacznie większej historii.

Nie zabrakło również zagadki i poszukiwania skarbu, choć nie są one prowadzone w zawrotnym tempie. Najważniejsi bohaterowie – Hubert i baron Roman – zostali zdecydowanie najmocniej rozbudowani, podczas gdy część pozostałych postaci pozostaje bardziej w tle, a czasem nawet znikają niezauważeni.  Pojawiają się także wątki miłosne, ale nie przejmują historii. Tutaj zdecydowanie chodzi o coś innego.

I chyba właśnie dlatego po przeczytaniu książki mam poczucie, że dowiedziałam się o Mongolii zdecydowanie więcej, niż się spodziewałam. Wcześniej był to dla mnie dość odległy i mało znany kraj, a teraz mam ochotę poczytać o jego historii znacznie więcej, aby nadrobić lata ignorancji. Jeśli książka potrafi wzbudzić takie poczucie obowiązku, to zdecydowanie możemy mówić tutaj o ogromnym plusie.

Sama historia nie porwała mnie aż tak mocno, jak liczyłam, ale doceniam sposób, w jaki została przygotowana. To profesjonalnie napisana powieść, z nietuzinkowym tematem i bardzo mocnym zapleczem historycznym. Nie jest lekka ani szybka, ale też nie musi taka być.

Zaskoczyło mnie również zakończenie. Zostawiło mnie z pewnym niedosytem i poczuciem, że przydałoby się jeszcze kilka stron. I paradoksalnie właśnie to mi się podobało – zamiast zamknąć historię i natychmiast o niej zapomnieć, zostawiło mnie z nią na trochę dłużej.

„Polowanie na Księżycową kukułkę” to książka przede wszystkim dla osób, które lubią historię, nietypowe miejsca i dobrze przygotowane tło kulturowe, a przy okazji chcą dać się wciągnąć w opowieść o zaginionym skarbie. Zdecydowanie nie żałuję tej krótkiej podróży do Mongolii i zachęcam, abyście również kupili swój bilet.

Dorota Pustelnik

Jolanta Maria Kaleta, ,,Polowanie na Księżycową kukułkę’’, Wydawnictwo MG, 2026.



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat