Motyw kobiety- żeńskiego odpowiednika Prometeusza, który zbawia swój własny światek, zdawał się wyczerpany do granic możliwości. Mimo wszystko Magdalena Kordel sięga po niego jako kolejna autorka. Przedstawia zabawną historię, trochę poruszającą, ale niezbyt realistyczną, wyidealizowaną, jak piękna bajka z przesadzonym happy endem. Surowa opinia? Oceńcie sami: Maję zostawia mąż, mają wspólne dziecko, piętnastoletnią Marysię- dziewczynkę, która na tym etapie życia bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje obojga rodziców. Oczywiście, odejście męża nie komplikuje sprawy wystarczająco, dlatego załóżmy, że ów zimny drań zastawia dom pod hipotekę, gdzie (sic!) nie udaje mu się spłacić długu na czas. Maja wraz z córką zostają bez domu, wraz z dwoma psami i kotem. Rodzice bohaterki to, jak łatwo się domyślić, pełni ciepła starsi ludzie, którzy wspierają córkę w trudnych chwilach, oferując nieustannie pomoc. W tym momencie książki ujawnia się jakże ukryty heroizm bohaterki, która niczym turbo nadczłowiek chwyta sprawy w swoje ręce, sama kuje własny los, a żelazu nie daje wystygnąć. Ponieważ, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, Maja wybiera się do malutkiej wioski w Sudetach, gdzie (jak na zbawienie!) jej umarła ciotka pozostawiła po sobie stary, zaniedbany domek. Tutaj zaczyna się adaptacja, zabawne przygody w Malowniczym, gdzie nie wszyscy patrzą na Majkę łaskawym okiem. Tutaj też zaczyna się samorealizacja bohaterki. Zostaje doceniona jako pracownik, przyjaciółka, a przede wszystkim kobieta, której ego ostatnio najbardziej ucierpiało. Tutaj wreszcie, (eureka!), zaczyna się nowe życie, wspaniałe, wolne od problemów, pełne jurnych samców, czy sukcesów na każdej płaszczyźnie.
Mimo, że okładka książki głosi: ?A wszystko to w malowniczej scenerii gór i lasów?, wcale nie poczułam się przeniesiona w Sudety. Autorka nie daje szans czytelnikowi, aby za pomocą jej słów poznał piękno gór. Nie oczekuję w końcu homeryckich porównań, słownego pomnika przyrody, ale w stosunku do poczynionej obietnicy, Kordel pozostaje gołosłowna. Owo rzucenie słów na wiatr doskonale rekompensują jednak dialogi, bo te w ?Uroczysku? to przede wszystkim świetne uzupełnienie komizmu sytuacyjnego, a zarazem dobry twór komizmu słownego. Nie ma szans, by czytając książkę (co notabene robi się w przeciągu jednego dnia), choć raz się nie uśmiechnąć.
?Uroczysko? to lekka opowiastka, z wyraźnie nakreślonymi postaciami, która na dobrą sprawę traktuje o niczym. Być może czytelników, którzy nie przywykli do tej formy scenariusza, zmusi do poczynienia zmian w życiu, pokaże niezależność, a także inną niewydeptaną jeszcze ścieżkę, gdzie marzenia można zrywać jak mlecze.
Nie śmiem zaprzeczyć, że jest to ciepła i zabawna lektura, przekazująca dobre emocje. Nie jestem jednak zachwycona fabułą, która powiela się niczym DNA, nie wzrusza mnie, ani nie imponuje postawa Mai, ani tym bardziej nie wierzę w piękny zbieg przypadków, jaki misternie serwuje ?Uroczysko?.
?Świat, który ją odnalazł, by tam mogła odnaleźć siebie samą? to bajka, z dobrymi wróżkami, księciem i zakończeniem typu ?i żyli długo i szczęśliwie?. A czego my szukamy w książkach, jeśli nie rzeczywistości i naszego świata, takim jaki jest?
Natalia Kędziak
(natalia.kedziak@dlalejdis.pl)
Magdalena Kordel, ?Uroczysko?, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010
Komentarze