Pomocna dłoń dla niezorganizowanych

Recenzja książki „Szkoła przetrwania dla mam, żon i singielek”.
Dowiadujesz się, że zostaniesz mamą. Nie masz żadnego doświadczenia w prowadzeniu gospodarstwa domowego, przygotowywaniu posiłków, sprzątaniu.

Nie potrafisz przewinąć dziecka, nakarmić go, wykąpać, opiekować się nim i zorganizować swój czas tak, aby przespać kilka godzin dziennie. Czy każda z was tak ma?

Książka „Szkoła przetrwania dla mam, żon i singielek” to poradnik, który bardzo dokładnie pozwala zaplanować wszystkie czynności, które czekają nas po urodzeniu pierwszego dziecka. Autorka poleca prowadzenie dzienniczka ciężarnej, a następnie dzienniczka dziecka, co pomoże nam zauważyć wszelkie zmiany w naszym i jego zachowaniu. Ten element uważam za pomocny, choć nie jest on innowacyjny. Pakowanie torby do szpitala? Dobrze, zdaję sobie z tego sprawę, że w dzisiejszych czasach każdy chce mieć wszystko podane na tacy. Łatwiej sprawdzić w przewodniku, co należy spakować przed porodem, niż ułożyć listę według własnych potrzeb. Wyprawka dla bobasa, przedszkolaka czy ucznia to też całkiem przydatny spis niezbędnych do zakupu przedmiotów, szczególnie dla tych kobiet, które nie posiadają młodszego rodzeństwa i nigdy nie opiekowały się innymi dziećmi.

Uważam natomiast, że uwłaczanie mądrości czytelnika zaczyna się podczas przypominania o tym, iż warto mieć zawsze przy sobie aparat fotograficzny. Przecież nigdy nie wiadomo, kiedy dziecko pokaże śmieszną minkę lub ułoży się w dziwnej pozycji. Kolejnym elementem, który zraził mnie w przewodniku „Szkoła przetrwania dla mam, żon i singielek” okazał się spis dobrych manier. Wiem, że książka z założenia miała pomagać kobietom przeżyć życie. Mimo to, szczegółowe nawiązanie do porodu, karmienia i ubierania potomka nie powinno w kolejnym rozdziale prowadzić do porad związanych ze „sprawami fizjologicznymi, na które mamy wpływ i które przychodzą bez zapowiedzi”, etykietą przy stole czy zachowaniem podczas stania w kolejce. Ponadto tematyka ta została opisana w sposób tak prymitywny, jakby czytelnikowi doradzał dopiero co wyedukowany przedszkolak. Czy autorka uważa odbiorców swej książki za tak źle wychowanych, iż musi podpowiadać im, że gdy coś nas swędzi, to należy a)zacisnąć zęby i się nie drapać lub b)przeprosić towarzystwo i wyjść do toalety.

Wiele fragmentów poradnika „Szkoła przetrwania dla mam, żon i singielek” okazało się dla mnie tak absurdalnych, że aż śmiesznych. Momentami jest to satyra na kury domowe, a nie poważny, uniwersalny poradnik, jakim miał być z założenia. Jeśli tylko będzie kiedyś ku temu okazja, sprezentuję go jakiejś „nierozgarniętej” koleżance.

Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)

Zuza Frynuk, „Szkoła przetrwania dla mam, żon i singielek”, WFW



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat