Na 200 stronach Ulatowska opisała życie Ewy (alter ego autorki? ), jej przyjaciół, rodziny i sąsiadów. Życie, które wcale nie było łatwe. Poznajemy więc małą dziewczynkę, której umiera matka, ojciec nie widzi większego sensu w wychowywaniu dziecka, a stara babcia już powoli nie radzi sobie z obowiązkami. I tak, rok po roku nasza bohaterka dojrzewa, dorasta, wkracza w nowe życie, traci wiele ważnych osób, ale się nie poddaje, dąży do swoich marzeń i spełnia je krok po kroku.
Ulatowska napisała bardzo sympatyczną książkę. Najważniejsze jest to, żeby powieść dobrze się czytało i żeby niosła pozytywne przesłanie. Z tym autorka poradziła sobie doskonale. Ewę i Maćka, a później i Grażynę z Karoliną lubimy bardzo, utożsamiamy się z nimi, razem z nimi szukamy najlepszych rozwiązań problemów i próbujemy sprostać przeciwnościom losu. I choć pewnie za dwa tygodnie nikt nie będzie pamiętał, o czym był „Domek nad morzem”, ponieważ zginie on w gąszczu hiperoptymistycznych lektur, to czas, który przeznaczamy na lekturę „Domku nad morzem”, spędzamy z uśmiechem na twarzy. I nawet zakończenie, które od początku jest znane, na końcu nie nuży, a czytelnik wręcz czeka na nie z niecierpliwością tak wielką, z jaką bohaterka dąży do spełniania swoich marzeń.
Dobrym zabiegiem było wplecenie w tok książki pamiętnika głównej bohaterki. Szkoda tylko, że jego język w ogóle nie ewoluuje. Czy to zapiski nastolatki czy pani po pięćdziesiątce – brzmią tak samo. I są tak samo dziecinne.
Szkoda też, że autorka nie skupia się za bardzo na psychologizacji bohaterów i na ich emocjach. Maria Ulatowska pisze tak, jakby po prostu chciała streścić pięćdziesiąt lat swoich bohaterów na 200 stronach, a nie zawsze jej to wychodzi. Zresztą, ciągle mi się zdawało, że taki scenariusz gdzieś już czytałam. Myślałam, myślałam i wymyśliłam – to u Cecili Ahern już to czytałam. I choć ciągle miałam wrażenie, że czytam zbeletryzowaną biografię Ulatowskiej, to była to biografia obfitująca w smutek i wesołość, w miłość i stratę, w emocje i marzenia. W marzenia, które jeśli tylko bardzo tego pragniemy, prędzej czy później się spełnią.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Maria Ulatowska, „Domek nad morzem”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze