Poprawna biografia Whitney

Recenzja książki „Po prostu Whitney historia supergwiazdy”.
Whitney Huston bez wątpienia była gwiazdą wszechstronnie utalentowaną, budzącą emocje.. Jaka więc może być jej biografia? Skandalizująca? James Robert Parish udowodnił, że niekoniecznie.

Okazało się, że o  życiu Whitney można napisać książkę poprawną. A mówiąc: poprawna, mam na myśli nie tyle cenzuralna czy grzeczna, ile przeciętna, nijaka, mdła. O czym jest więc książka „Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy”? Cóż, najprościej można by rzec, że po prostu o Whitney. O jej życiu, karierze, na początku też sporo o rodzinie – a szczególnie o mamie. Wszystko to jednak wydaje się być napisane z perspektywy widza, który zasiada przed szklanym ekranem tysiące kilometrów od samej Whitney.  Czyli z tej książki nie dowiadujemy się niczego, o czym zapewne moglibyśmy przeczytać  na oficjalnej stronie internetowej artystki czy z wycinków kolorowej prasy.

Ta biografia jest aż do bólu poprawna politycznie – o narkotykach (z którymi Whitney miała problem, do czego sama się przyznawała) napisano tu zaledwie kilka zdań, tak enigmatyczne, że właściwie można byłoby uznać je za nic nieznaczący epizod. Za to o poszczególnych rolach filmowych, autor rozpisuje się całymi stronami. Dodatkowo podczas lektury odnosiłam wrażenie, że krytyka, z jaką Whitney podczas całej swojej kariery niejednokrotnie się spotykała, jest w tej książce bagatelizowana. Właściwie zdecydowana większość zdarzeń, o których pisze autor, dotyczących zarówno piosenkarki, jak i jej męża, wygląda tak,  jakby były pojedynczymi incydentami, jakby nie wiązały się w całość, co sprawia wrażenie pewnej płytkości i pobieżności biografii. Tak więc Whitney, jaką poznajemy za pośrednictwem książki „Po prostu Whitney” nie przypomina żywiołowej, zadziornej kobiety, która borykała się z trudnościami (tak w życiu osobistym, jak i zawodowym), a raczej biedną Whitney, którą postawiono w opozycji do złego Bobby’ego.

Przyznaję, książkę „Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy” czyta się szybko (choć może wynika to z pewnej czytelniczej niecierpliwości – kiedy wreszcie coś się w niej wydarzy?), jednak gdyby ktoś poprosił mnie, żebym wymieniła coś, co z niej zapamiętałam, miałabym nie lada problem. Być może, gdybym tę książkę dokładnie przestudiowała, nauczyła się dat, tytułów piosenek i albumów, nazwisk producentów, mogłabym zabłysnąć w towarzystwie. Nie sięgałam jednak po „Po prostu Whitney” jak po podręcznik. To, czego najbardziej zabrakło mi w tej książce, to relacje bliskich, znajomych, fanów, dzięki czemu książka nabrałaby trochę życia.

Pewną atrakcją dla książki Jamesa Roberta Parisha są kolorowe fotografie Whitney i jej bliskich na różnych etapach życia i kariery.

Dla kogo jest ta biografia? Chyba przede wszystkim dla wiernych fanów artystki, którzy szukają nie tyle skandalicznych plotek i domysłów, ile rzeczowej analizy jej osiągnięć, zebranych w jednym miejscu dat, opinii, fragmentów recenzji, dyskografii, itp.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

James Robert Parish „Po prostu Whitney historia supergwiazdy” Wydawnictwo G+J, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat