Okazało się, że o życiu Whitney można napisać książkę poprawną. A mówiąc: poprawna, mam na myśli nie tyle cenzuralna czy grzeczna, ile przeciętna, nijaka, mdła. O czym jest więc książka „Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy”? Cóż, najprościej można by rzec, że po prostu o Whitney. O jej życiu, karierze, na początku też sporo o rodzinie – a szczególnie o mamie. Wszystko to jednak wydaje się być napisane z perspektywy widza, który zasiada przed szklanym ekranem tysiące kilometrów od samej Whitney. Czyli z tej książki nie dowiadujemy się niczego, o czym zapewne moglibyśmy przeczytać na oficjalnej stronie internetowej artystki czy z wycinków kolorowej prasy.
Ta biografia jest aż do bólu poprawna politycznie – o narkotykach (z którymi Whitney miała problem, do czego sama się przyznawała) napisano tu zaledwie kilka zdań, tak enigmatyczne, że właściwie można byłoby uznać je za nic nieznaczący epizod. Za to o poszczególnych rolach filmowych, autor rozpisuje się całymi stronami. Dodatkowo podczas lektury odnosiłam wrażenie, że krytyka, z jaką Whitney podczas całej swojej kariery niejednokrotnie się spotykała, jest w tej książce bagatelizowana. Właściwie zdecydowana większość zdarzeń, o których pisze autor, dotyczących zarówno piosenkarki, jak i jej męża, wygląda tak, jakby były pojedynczymi incydentami, jakby nie wiązały się w całość, co sprawia wrażenie pewnej płytkości i pobieżności biografii. Tak więc Whitney, jaką poznajemy za pośrednictwem książki „Po prostu Whitney” nie przypomina żywiołowej, zadziornej kobiety, która borykała się z trudnościami (tak w życiu osobistym, jak i zawodowym), a raczej biedną Whitney, którą postawiono w opozycji do złego Bobby’ego.
Przyznaję, książkę „Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy” czyta się szybko (choć może wynika to z pewnej czytelniczej niecierpliwości – kiedy wreszcie coś się w niej wydarzy?), jednak gdyby ktoś poprosił mnie, żebym wymieniła coś, co z niej zapamiętałam, miałabym nie lada problem. Być może, gdybym tę książkę dokładnie przestudiowała, nauczyła się dat, tytułów piosenek i albumów, nazwisk producentów, mogłabym zabłysnąć w towarzystwie. Nie sięgałam jednak po „Po prostu Whitney” jak po podręcznik. To, czego najbardziej zabrakło mi w tej książce, to relacje bliskich, znajomych, fanów, dzięki czemu książka nabrałaby trochę życia.
Pewną atrakcją dla książki Jamesa Roberta Parisha są kolorowe fotografie Whitney i jej bliskich na różnych etapach życia i kariery.
Dla kogo jest ta biografia? Chyba przede wszystkim dla wiernych fanów artystki, którzy szukają nie tyle skandalicznych plotek i domysłów, ile rzeczowej analizy jej osiągnięć, zebranych w jednym miejscu dat, opinii, fragmentów recenzji, dyskografii, itp.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
James Robert Parish „Po prostu Whitney historia supergwiazdy” Wydawnictwo G+J, Warszawa 2012
Komentarze