„Portret rodzinny” – recenzja

Recenzja książki „Portret rodzinny”.
Wojna, represje, wywózki – to wszystko znane jest Trudy tylko z historii. Dlaczego jej matka, która to wszystko przeżyła, nie chce nic mówić? I kim był jej ojciec?

Trudy wykłada historię na lokalnym uniwersytecie. Jako profesor zostaje zaproszona do projektu, którego celem jest spisanie wspomnień o Niemcach i niemieckich Żydach z okresu II Wojny Światowej. Nie wie jeszcze, jak wiele ten projekt zmieni w jej własnym życiu, zwłaszcza, że już od dzieciństwa trapi ją widmo tajemniczego zdjęcia. Człowiek, z którym żyła pod jednym dachem i którego nazywała ojcem, najwyraźniej nim nie jest. Czy to jednak możliwe, że jej prawdziwym ojcem jest nazistowski porucznik? I czy poznanie historii życia matki wytłumaczy kobiecie, dlaczego od tylu lat uparcie milczała i zachowywała chłód w stosunku do córki?

„Portret rodzinny” zdecydowanie nie jest książką, którą czyta się łatwo i dla rozrywki. Wręcz przeciwnie - to lektura, którą w swojej osobistej klasyfikacji zaliczam do tych oczyszczających, pozwalających na przejście katharsis. Przed beletrystyką historyczną stawianych jest zwykle więcej wymagań aniżeli przed klasyczną literaturą kobiecą, w której autor opiera się o całkowicie zmyśloną historię. Z tego powodu książka, którą napisała Jenna Blum, może dla wielu osób stanowić pewien dylemat. Moralny, historyczny, emocjonalny…

Akcja książki toczy się dwutorowo. Z jednej strony mamy to, co dzieje się aktualnie, czyli życie dorosłej Trudy i Anny, jej schorowanej, pozornie zdziwaczałej matki. Z drugiej wiele emocji i dylematów przynoszą nam retrospekcje, w których oczami młodej Anny widzimy wydarzenia sprzed pięćdziesięciu lat. W ten sposób poznajemy fakty, o których matka nigdy nie chciała opowiadać swojej córce, a które w końcu poznaje ona samodzielnie. Piękne, wzruszające i poruszające rozwiązanie akcji, w którym do tego dochodzi, wyciska łzy i sprawia, że wstrzymujemy oddech, powoli rozumiejąc, czego jesteśmy świadkami.

Choć połączona historia Trudy i Anny to podstawowy i najważniejszy wątek w książce „Portret rodzinny”, to stanowi ona jedynie sposobność do przedstawienia historycznej prawdy o tamtych czasach. Poznajemy szarą strefę, w której to, co jest moralne, miesza się z tym, co w innych czasach byłoby zupełnie niewybaczalne. Dotąd większość osób miała możliwość zapoznać się raczej z historyczną oceną tego, jakim złem były obozy koncentracyjne, getta czy pogrom Żydów. Jenna Blum ze swoim dziełem daje czytelnikowi szansę na zapoznanie się z pojedynczymi przypadkami – już nie tak oczywistymi, jak tego byśmy chcieli. Stawia przed czytelnikiem najtrudniejszy dylemat, nad którym dumają filozofowie: Czy ważniejsze jest ratowanie siebie i swojej rodziny kosztem tego, co jest moralnie właściwe?

Anna i Trudy to dwa silne, kobiece charaktery, które są zupełnie od siebie różne. Co ciekawe, w przypadku męskich postaci, mamy szansę na poznanie pełnego spektrum osobowości. Widzimy bowiem Dobrego Doktora, ale i ojca Anny, który jest ważną osobistością w niemieckiej partii. Przerażający obraz stanowią dowódcy nazistowskich obozów koncentracyjnych – okrutni, uważający się za lepszych, a jednocześnie z drugiej strony pragnący zrozumienia i człowieczeństwa na swoich zasadach. „Portret rodzinny” to książka, którą warto przeczytać. Nie da się tego zrobić bez łez czy uczucia strachu. Pomimo tego – warto, choćby po to, aby docenić to, co już mamy.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Jenna Blum, „Portret rodzinny”, Szósty Zmysł, Słupsk, 2018.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat