Jej bohaterowie są szarzy, pogrążeni w bólu, niezdatni do życia w szczęściu. Umartwieni, chorzy i niepotrafiący konstruktywnie zarządzać swym własnym losem.
Można uznać „Długo i szczęśliwie” za powieść wielowątkową. Mamy Grace, nieumiejącą pogodzić się z upływem czasu, podstarzałą miłośniczkę młodszych mężczyzn. Jej pragnienie odnalezienia swojego happy endu, nawet kosztem własnej dumy, jest groteskowe, a przejrzenie na oczy niezwykle bolesne. Zupełnie inną postacią jest Lily Teape, sierota wychowana przez Grace, która w niepisanej umowie, składa swoje życie i czas w ofierze innym. Zatracając samą siebie, staje się opiekunką rozhisteryzowanej i zagubionej emocjonalnie Grace, przyjaciółką i matką zarazem dla niewidomego chłopca, a także przyszywaną żoną-kochanką dla umierającego podróżnika. Każdej z tych ról poświęca całą swoją miłość, której nigdy sama nie otrzymała dostatecznie dużo.
Neil każe nam także postrzegać świat oczami niewidomego chłopca, który choć pozbawiony wzroku, dostrzega więcej, niż ci, którzy go mają, a nie potrafią korzystać z jego przywilejów. Obraz dopełnia nam niedorozwinięta emocjonalnie perfekcjonistka Melissa, żerujący na ludzkich uczuciach i kieszeniach Johno oraz Olivier, cierpiący na nieuleczalną chorobę fotograf, który w ostatnich chwilach swojego życia czepia się kurczowo osób, dających mu uczucie, którego do tej pory, czuł tylko namiastkę.
Zbiór nieprawdopodobnie zagmatwanych umysłowo i emocjonalnie osób, tworzy obraz rodziny dysfunkcyjnej, których nie brak we współczesnym świecie. Różne koleje losu, które decydują o naszym jestestwie, wypaczają nas samych i nasze postrzeganie świata. Dążymy do czegoś nieuchwytnego czasami, nie zadowalając się tym, co napotykamy po drodze, a co z powodzeniem mogłoby być naszym „długo i szczęśliwie”. Wszystko dlatego, że poszukujemy idealnego szczęśliwego zakończenia, wzorując się na książkach z wymyślonymi bohaterami, czy romantycznych komediach, żerujących na ludzkich marzeniach. Wydaje nam się, że nasze życie jest niekompletne i strasznie zwyczajne i nie potrafimy dostrzec, że dla innych, może być ono niezwykłe. Dla tych, którzy nie mają nawet tego, co my.
„Długo i szczęśliwie” nie jest być może wybitną powieścią, która zapisze się w historii literatury. Dość schematyczna fabuła o miłości ze śmiercią w tle oraz chaotyczny styl pisania, ratowane są przez autorkę niezwykłym talentem obserwatorskim, umiejętnością stworzenia nietuzinkowych postaci oraz szczerością w okazywaniu ludzkich słabości i wad, skrzętnie ukrywanych przez innych autorów. No i oczywiście liczy się przesłanie, które dla każdego zabrzmi inaczej, bo „długo i szczęśliwie”, nie dla wszystkich oznacza to samo. Barbara Neil stara się nas przekonać, że warto zatrzymać się i cieszyć życiem, rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, jaki świat potrafi być piękny i kochać ludzi, kiedy jest na to czas, bo nigdy nie wiadomo, co komu jest pisane i ile dni dane nam będzie przeżyć.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Barbara Neil, „Długo i szczęśliwie”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010
Komentarze