„Poszukiwany Colin Firth” - recenzja

Recenzja książki „Poszukiwany Colin Firth”.
Kto przeczytał „Klub Filmowy Meryl Streep”, ten powinien teraz sięgnąć po kolejną książkę Mii March – „Poszukiwany Colin Firth”.

Amerykańska powieściopisarka miała świetny pomysł, aby w jakiś sposób powiązać swoje książki z wybitnymi aktorami, choć ani Meryl Streep, ani Colin Firth nie pojawiają się jako postaci w jej książkach. Mimo to ich nazwiska wielokrotnie są w nich przywoływane.

Maine to turystyczne, nadmorskie miasteczko. Tam właśnie ma być kręcony najnowszy film z Colinem Firthem. Wśród mieszkańców i turystów panuje ekscytacja. W Maine łączą się przypadkowo losy kilku kobiet, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Bea Crane dowiaduje się już jako dorosła osoba, że została adoptowana. Przyjeżdża do Maine, aby poznać swoją biologiczną matkę, Veronicę Russo, która słynie w miasteczku ze swoich genialnych wypieków. Gemma Hendricks, reporterka, po utracie pracy i dowiedzeniu się o nieplanowanej ciąży, przyjeżdża do Maine odpocząć, a przy okazji poszukać okazji do przeprowadzenia wywiadu z Colinem Firthem. Ich historie chwytają na serce, fabuła jest przemyślana, wszystkie wątki w pewnym momencie się łączą, jednak sam pomysł to nie wszystko. Umiejętności pisarskie Mii March pozostawiają wiele do życzenia i będzie dobrze, jeśli podejdziecie do tej książki z zamiarem przeczytania niezbyt wymagającego, ale podnoszącego na duchu czytadła, o którym prędzej czy później zapomnicie.

Według mnie „Poszukiwany Colin Firth” jest nieco słabsza od „Klubu Filmowego Meryl Streep” i warto najpierw zapoznać się z tą drugą pozycją. Sięgnęłam po „Poszukiwanego…” z nadzieją, że autorka utrzyma przynajmniej taki sam poziom, ale odnoszę wrażenie, że obniżyła sobie poprzeczkę. Dodatkowo, błędem wydawnictwa jest według mnie to, że pierwszą książkę Mii March przekładała z angielskiego inna osoba. Stąd wynikły nieścisłości w tłumaczeniu, np. w „Klubie filmowym…” nazwa pensjonatu, w którym zatrzymały się bohaterki była tłumaczona na język polski, natomiast w „Poszukiwanym…”  nie. Korektorki również mogły być bardziej konsekwentne – raz Colin Firth dostaje Oscara, innym razem już Oskara.

Mimo to można polubić bohaterki tej opowieści, odnieść ich problemy do własnego życia, szukać podpowiedzi, jak wyjść z trudnej sytuacji. Szkoda, że tak oryginalny pomysł (przyznajcie, że tytuły „Klub Filmowy Meryl Streep” i „Poszukiwany Colin Firth” zachęcają do sięgnięcia po lekturę!) spotkał się z nie do końca dobrą realizacją. Pozostanę zatem przy wzdychaniu do Colina Firtha przed ekranem telewizora, nie nad książką.

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@dlalejdis.pl)

Mia March, „Poszukiwany Colin Firth”, Świat Książki, Warszawa 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat