„Powiem tylko raz” – recenzja

Recenzja książki „Powiem tylko raz”.
„Co jest, do k*rwy nędzy, z tą sprawą? Jak tylko coś zaczyna wyglądać sensownie, to za chwilę znów wszystko się rozłazi.”

„Powiem tylko raz” to dziesiąty tom przygód autorki powyższych słów, czyli detektyw D. D. Warren. Dla mnie była to pierwsza styczność z bohaterką i w ogóle twórczością Lisy Gardner. Czy panie wywarły na mnie na tyle dobre wrażenie, aby chciała rzucić wszystko i nadrobić zaległości? Niestety, nie.

Idea nie była zła. Trzy kobiety połączone przez zbrodnię, czy raczej zbrodnie, bo z czasem wychodzi na jaw, że mówimy o więcej niż jednej. Ta wyjściowa dotyczy zastrzelenia mężczyzny w jego domu. Już w momencie pojawienia się policyjnych radiowozów podejrzaną staje się jego żona Evie. W przeszłości była już zamieszana w pozbawienie życia z broni palnej, a teraz na domiar złego jest przyłapana niemalże na gorącym uczynku - z pistoletem w ręku. Kiedy w telewizji pojawia się zdjęcie ofiary, inna kobieta z traumą sprzed lat Flora rozpoznaje w nim człowieka zamieszanego w swoje porwanie. W miarę rozwoju akcji D.D., Evie i Flora (DEF… zamierzony efekt?) będą ze sobą walczyć, wspierać się i wzajemnie podejrzewać o najgorsze, aby w końcu poznać prawdę, która nie każdego wyzwoli.

Jeśli miałabym użyć tylko jednego słowa do opisania „Powiem tylko raz” to mój wybór padłby na „pretensjonalna” lub „przekombinowana”. Lisa Gardner tak bardzo chciała stworzyć skomplikowany labirynt tajemnic, że się w tym wszystkim pogubiła, nadwyrężając moją cierpliwość i zapał, przez co kolejne pożary, pościgi i ujawniane znienacka sekrety nie miały żadnej mocy rażenia. O ile Evie i Flora są, może niespecjalnie mocno, ale jednak całkiem nieźle zarysowanymi i wzbudzającymi zainteresowanie postaciami, o tyle, o D. D. po tych 445 stronach w zasadzie nie umiem powiedzieć nic poza tym, że ma udane życie rodzinne i psa, który lubi gryźć jej buty.

Stworzenia jednej linii fabularnej wymaga od pisarza dobrego pomysłu, kunsztu i zajmującego stylu. Tutaj mamy do czynienia z trzema wątkami, które mają się zazębiać w jeden wybuchowy finał, a zamiast tego przynoszą tylko odwlekane w nieskończoność wielkie rozczarowanie. Pisarka jest tak zajęta odwracaniem naszej uwagi mnożącymi się nazwiskami, przystojnymi mężczyznami (książka jest ich pełna, poza nikczemnym wyjątkiem wszyscy pozostali panowie to chodzące Adonisy) i rzeczami, które owszem są w jakimś stopniu ważne, ale w ostatecznym rozrachunku robią głównie za zasłonę dymną mającą nieudolnie przysłonić fakt, iż tylko jedna postać może stać za tym wszystkim.

Thriller, a tym bardziej thriller kryminalny z założenia powinno się czytać z wypiekami na twarzy, a jego zakończenie powinno być mocne i satysfakcjonujące. Mimo obiecującego zarysu i ładnej, kontrastowej okładki „Powiem tylko raz” nie spełnia żadnego z tych kryteriów i wędruje na półkę pozycji ze zmarnowanym potencjałem.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Lisa Gardner, „Powiem tylko raz”, Warszawa, Wydawnictwo Albatros, 2020 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat