Powolny rozpad świata

Recenzja książki „Wiek cudów”.
Efektownych wizji końca naszego świata zaprezentowano na przestrzeni dziejów już mnóstwo: zarówno literatura, jak i film z lubością powracają do tematu końca cywilizacji, ludzkości, Ziemi.

Szczególnie kino upodobało sobie spektakularne wyobrażenia tego, jak mógłby wyglądać przysłowiowy koniec świata: gigantyczne kataklizmy pogodowe, nagłe zlodowacenie czy też ogromny meteoryt zbliżający się do Ziemi. Tymczasem świetnie przyjęty przez krytyków, „Wiek cudów” jest zgoła odmienną wizją pewnej katastrofy i jej rezultatów.

Karen Walker snuje rozważania na temat potencjalnych skutków spowolnienia kuli ziemskiej, kreując rzeczywistość, w której dzień zaczyna się powoli wydłużać, co wpływa nieodwracalnie na życie mieszkańców planety. Całość opowiedziana jest z perspektywy głównej bohaterki - kilkunastoletniej dziewczynki, która obserwuje i komentuje powoli rozpadający się świat. Fascynująca opowieść o dojrzewaniu na amerykańskich przedmieściach wzmocniona jest dodatkowo niecodziennymi okolicznościami. Autorka „Wieku cudów” nie sięga po klasyczne chwyty z kina katastrofalnego, czy też literatury dystopicznej. Trudno w tej prozie doszukać się spektakularnych zwrotów akcji, czy też zapierających dech w piersiach opisów bohaterskich wyczynów. „Wiek cudów” jest niespiesznie opowiedzianą, bardzo spokojną i nostalgiczną książką.

Powolne wydłużanie się doby, nieprawidłowości w przyciąganiu ziemskim, dziwne choroby, na które zapadają ludzie w związku ze zmianami w przyciąganiu ziemskim, to tylko początek przeobrażania się planety. Obserwacje, jakimi dzieli się z nami Julia, pokazują przeróżne reakcje ludzi, którzy zmierzyć się muszą z końcem tak dobrze znanej im rzeczywistości: negowanie oczywistych faktów. Alienacja, bunt, agresja - te wszystkie postawy występują obok siebie, prowadząc nieuchronnie do katastrofy.

W tle zadziwiających przemian pozostaje dojrzewanie, pierwsza miłość, rozpadające się szkolne przyjaźnie, zanikające więzi rodzinne, nowe wyzwania, jakie czekają w nowej rzeczywistości: „Częściej ryzykowaliśmy. Rzadziej poskramialiśmy żądze. Coraz trudniej było oprzeć się pokusie. Niektórzy z nas podejmowali decyzje, których w innych okolicznościach by nie podjęli”.

Autorka, decydując się na zabieg pokazania historii globalnej katastrofy z perspektywy jednej osoby, nadała jej bardzo osobisty, niemalże intymny wymiar, co dodatkowo przekłada się na emocje wypływające z lektury tej niezwykłej, bardzo melancholijnej książki.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Karen Thompson Walker, „Wiek cudów”, Znak, Kraków 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat