Powrót do domu

Recenzja książki „Zanim nadejdzie ciemność”.
Powroty do domu nie zawsze są łatwe. Czasem jednak bywają konieczne.

Susan Wiggs po raz kolejny czyni bohaterką swojej książki kobietę, którą doświadcza los i która staje na życiowym rozdrożu.

„Zanim nadejdzie ciemność” to opowieść o Jessie Ryder, znanej, przebojowej fotografce, która wiedzie życie, jakiego mogą pozazdrościć jej miliony kobiet. Niezależna finansowo, realizuje swoją pasję i żyje pełnią życia, aż do chwili, gdy dowiaduje się o chorobie. Od tego momentu, zmagając się z chorobą, postępującą w zastraszającym tempie, Jessie musi zmierzyć się z czymś, co lata temu zostawiła za sobą. W tym celu niespodziewanie pojawia się w domu swojej siostry Luz. Siostrzana miłość to jednak zbyt mało, tajemnice i niedopowiedzenia w tej rodzinie zdają się żyć własnym życiem. Luz ma dorastającą córkę – Lilę, która przechodzi burzliwy okres buntu. A Jessie przyjechała po to, by jej tę córkę odebrać. Jessie musi walczyć nie tylko z chorobą, ale także z przeszłością, przed którą nie chce dłużej uciekać. Gdy na horyzoncie pojawia się przystojny Dusty Matlock, samotny ojciec, sprawy wydają się jeszcze bardziej komplikować.

Susan Wiggs jak zwykle nie pozwala sobie na chodzenie na skróty. W „Zanim nadejdzie ciemność” obarcza swoją bohaterkę chorobą i każe jej się zmierzyć z niełatwymi wyborami z przeszłości. Jessie Ryder nie jest jednak skruszonym „synem marnotrawnym”, który powraca, by naprawić wszelkie zło. Czasem wydaje się, że przemawia przez nią egoizm, czasem strach, a czasem rozbudzony instynkt macierzyński. Nie jest to postać jednowymiarowa, choć nie ryzykowałabym stwierdzenia, że Susan Wiggs stworzyła jej pełen portret psychologiczny. Reszta rodziny, jakby w tle tej powieści, także została interesująco przedstawiona. Myślę, że w tym kontekście warto zwrócić szczególną uwagę na Luz – siostrę Jessie.

„Zanim nadejdzie ciemność” to książka, która posiada wszystkie cechy wyróżniające styl Susan Wiggs. Choć zdecydowanie mniej w niej poczucia humoru niż np. w „Obudzić szczęście”, to fakt, że główną bohaterkę spotyka miłość wówczas, gdy wydaje się, że jest już za późno (i nie jest to miłość łatwa), wydaje się być znamienny dla książek Wiggs. Jej bohaterki nie są zastraszonymi myszkami, jednak nieobce są im chwile słabości. Zawsze jednak stawiają czoła temu, co przynosi im los.

„Zanim nadejdzie ciemność” zaliczam zdecydowanie do kobiecej literatury. A to oznacza, że stanowi ona doskonały wybór na zimowe wieczory, tym bardziej, że zbliżają się walentynki i warto się odpowiednio nastroić.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Susan Wiggs „Zanim nadejdzie ciemność”, Mira/ Harlequin, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat