Książka wywołała na mnie ogromne wrażenie. To nie ckliwy romans przepełniony cukierkowymi wyznaniami z epizodyczną zazdrością w tle. To opowieść o śmierci ukochanej osoby, o tym że nie warto odkładać swoich uczuć na potem, bo tak naprawdę pomimo tego iż wiemy, że śmierć dotyka każdego z nas – nie spodziewamy się kiedy to nastąpi i nie jesteśmy przygotowani na nią nigdy. Kochajmy więc z całych sił, napawajmy się tą miłością i nie odkładajmy niczego na potem. Złe nastroje? Gorsze dni, miesiące, lata? Rozmawiajmy o tym, zamiast zamykać się w sobie lub wylewać swoje frustracje na drugą osobę, która nie jest niczemu winna.
Śmierć, choć nieunikniona – jest najtrudniejszym z przeżyć. Osoby, które pozostają na ziemi po odejściu bliskiej osoby, niejednokrotnie zadręczają się z powodu tego, że nie zdążyli się pożegnać, że nie byli dostatecznie dobrzy, a także że nie przebywali z tą osobą wystarczająco dużo czasu. Główna bohaterka powieści Clary Swatman otrzymała szansę, jakiej nigdy w życiu nie byłaby sobie w stanie wyobrazić. Kiedy depresja po śmierci ukochanego wzięła górę i kobieta nie była w stanie normalnie funkcjonować, zdarzył się cud, druga szansa na zobaczenie jej ukochanego Eda. Eda – którego pochowała niespełna dwa miesiące temu. Eda, który odszedł zbyt szybko.
Zoe otumaniona lekami psychotropowymi, pogrążona w rozpaczy wygląda przez okno, po którym płyną strugi deszczu, na ogród swojego męża. Jak w amoku wybiega na zewnątrz i nie zważając na zimno ani na pokrzywy, które parzą jej dłonie, wyrywa chwasty i wtedy… przewraca się i uderza głową o doniczkę, budząc się w zupełnie innym świecie. Może nie do końca – w innym. Jest rok 1993, a Zoe, która wstaje z łóżka jest jeszcze nastolatką. Przeniesienie w czasie sprawiło, że dostała szansę na to, aby na nowo poznać swojego ukochanego. Emocje, jakie towarzyszą głównej bohaterce, wywoływały na mojej twarzy naprzemiennie - raz uśmiech, raz łzy. Każdą bolesną chwilę przeżywałam razem z nią – współczułam Zoe i cieszyłam się, kiedy znów była przy swoim mężu i mogła poczuć jego ciepło, usłyszeć barwę głosu, patrzeć w jego niebieskie oczy i widzieć w nich ten blask, co kiedyś. Byłam strapiona, kiedy bohaterka musiała udawać, że nie wie o nim niczego, chociaż tak naprawdę przez tyle lat dzieliła z nim wspólne życie.
Czy głównej bohaterce uda się zmienić bieg wydarzeń tak, aby w przyszłości uniknąć tragedii? Czy uratuje swojego przyszłego męża? Jak jej powrót do poszczególnych etapów z przeszłości wpłynie na jej życie? Zapraszam do lektury polecając „Powtórkę z miłości” bardzo gorąco!
Emilia Sękowska
(emilia.sekowska@dlalejdis.pl)
Clara Swatman, Powtórka z miłości, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2017.
Komentarze