„Prawda i tylko prawda” – recenzja

Recenzja książki „Prawda i tylko prawda”.
„The Holiday” w wersji nordic noir.

Prawdopodobnie niewiele fanek romansów myśli o tym, że punkt wyjścia ich ulubionej książki lub filmu mógłby równie dobrze posłużyć jako początek historii z dreszczykiem. Tutaj nie ma na to miejsca, jest przypadkowe spotkanie, natychmiastowa chemia, związek, ewentualny ślub i domniemane „żyli długo i szczęśliwie”. Koniec kropka. Nikt nie musi się głowić nad tym, czy 5-10 lat później nadal trwała sielanka.

Stefan Ahnhem postanowił połączyć wyżej wymienione idee w „Prawda i tylko prawda”. Tak, jak w komedii romantycznej z Kate Winslet i Cameron Diaz, która na szczęście porzuciła na dobre aktorstwo, tutaj również dochodzi do tymczasowej zamiany domów. Dwie pary: Carl i Helene Wester oraz Adam i Scarlett Harris mają nadzieję, że miesięczny urlop w nowym otoczeniu tchnie w ich coraz bardziej przymierające relacje trochę życia. Westerowie opuszczają więc sterylną posiadłość w Sztokholmie, aby spędzić kilka tygodni w nadmorskiej willi w kalifornijskim Santa Cruz. Po przyjeździe okazuje się, że wyczekiwany wypoczynek i ratowanie małżeństwa nie będą usłane różami, a wręcz przeciwnie – przerywane ciągłymi, nieprzyjemnymi i coraz bardziej makabrycznymi niespodziankami. Dla odmiany w Szwecji Adam przygotowuje się do wystawy, a Scarlett przyciągają tajemnice skrywane przez dom Westerów.

Autor oddaje głos całej czwórce zainteresowanych i sporadycznie sąsiadowi Westerów (postać pomimo swoich problemów wprowadza nieco lżejszą atmosferę), dzięki czemu co rozdział mamy do czynienia ze zmianą perspektywy, przy czym narracja przez cały czas pozostaje trzecioosobowa. Być może nie sprzyja to identyfikacji z bohaterami, bo raczej poznajmy ich przez to, co robią, niż myślą. Na pewno jednak dodaje dynamizmu fabule, tym bardziej, że rozdziały w miarę upływu czasu stają się coraz krótsze i wiele z nich kończy się zwrotem akcji. Na jej dalszy rozwój trzeba jednak grzecznie poczekać, czytając o wydarzeniach z drugiej lokalizacji aż do finału, w którym (prawie) wszystko się zazębia.

Nie trzeba czytać biografii Stefana Ahnhema, by dostrzec, jak przemyślana jest ta konstrukcja i jak dobrze sprawdziłaby się w formie serialowej adaptacji – jakby nie patrzeć, 20 lat w branży robi swoje. Jak na skandynawską literaturę przystało, nie zabrakło również odniesień do problemów społecznych związanych z pieniędzmi, sztuką i jej granicami, alkoholizmem (jeśli ktoś ma chęć na dodatkową porcję rozrywki, przez przystąpieniem do lektury można przygotować sobie planszę z alkoholowym bingo) i toksycznymi relacjami.

Podsumowując, „Prawda i tylko prawda” to wpisująca się w wakacyjne klimaty powieść z pozornie prostą, ale intrygującą koncepcją i zdecydowanie dalekimi od ideału bohaterami. Warto również zwrócić uwagę na posłowie, w którym autor ujawnia źródła swej inspiracji, ale czy mówi prawdę i tylko prawdę?

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Stefan Ahnhem, „Prawda i tylko prawda”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2024r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat