„Prawda” – recenzja

Recenzja książki „Prawda”.
Kiedy po latach zdecydowałam się wrócić do książek Prachetta, poznać też te, które mi umknęły, spojrzałam na nie zupełnie inaczej i… bardziej je doceniłam. Stąd, gdy tylko pojawia się kolejny tytuł w ramach wznowień od Prószyński Media, wzbogacam o niego swoją biblioteczkę. Ten tom szczególnie mnie kusił.

Z opisu wydawcy dowiadujemy się, że William de Worde jest przypadkowym wydawcą pierwszej gazety na Dysku i teraz musi on sobie radzić z tradycyjnymi problemami dziennikarskiego życia – ludźmi, którzy chcą, by zginął, wampirem na odwyku oraz człowiekiem, który błaga go, by publikował zdjęcia jego ziemniaków o zabawnych kształtach.

Nowe wydanie wygląda bardzo elegancko. Twarda oprawa i stonowana kolorystyka sprawiają, że wreszcie widać, że nie jest to książka tylko dla dzieci. Choć przez sentyment wolę stare wydania, te nowe prawdopodobnie wielu dojrzałym osobom bardziej przypadną do gustu.

Książki Terry’ego Pratchetta mają to do siebie, że nawet kiedy opowiadają o czymś zupełnie absurdalnym, bardzo łatwo znaleźć w nich odniesienia do rzeczywistości i „Prawda” jest tego świetnym przykładem. Tym razem autor postanowił przyjrzeć się dziennikarstwu, a właściwie temu, co dzieje się wtedy, gdy informacja staje się towarem, więc dziedzinie bardzo mi bliskiej ze względu na dziennikarskie wykształcenie. I trzeba przyznać, że aby dobrze się bawić przy lekturze, warto mieć dystans do siebie i świata. Mnie go nie brakuje, więc czytało mi się świetnie i niejednokrotnie się zaśmiałam, a innym razem pokiwałam głową z goryczą.

Fabuła od początku rozwija się w szybkim tempie i właściwie nie pozwala się nudzić. Pratchett połączył kilka różnych elementów, bo między rywalizację dwóch gazet wplótł zagadkę kryminalną i motyw walki o oczyszczenie z zarzutów. Ogrom wydarzeń przełożył się na chaos, ale taki w pełni kontrolowany, charakterystyczny dla autora.

Spodobał mi się sposób, w jaki Pratchett pokazał różnicę pomiędzy informowaniem a tworzeniem informacji. Jedni próbują sprawdzać fakty, inni zastanawiają się przede wszystkim nad tym, co zainteresuje odbiorców. Myślę, że do niektórych mogłoby to trafić o wiele lepiej niż niejeden podręcznik do dziennikarstwa. To, co w Świecie Dysku dzieje się w dziennikarsko-medialnym światku wydało mi się bardzo „nasze” i przerażająco aktualne. Choć w książce mamy gazety, bardzo łatwo przenieść to na portale newsowe i czasem można aż dostać ciarek.

Nie jest to jednak bardzo poważny tytuł. Pisarz nie zapomniał o sarkazmie i ironii, które pojawiają się właściwie na każdym kroku. Bardzo łatwo zauważyć, że część żartów dotyczy również nas. Nie mam tu już na myśli dziennikarzy i wydawców, ale odbiorców mediów. Tytuł na pewno daje więc sporo do myślenia.

Jak to u Pratchetta ogromnym plusem książki są bohaterowie. Uparty William de Worde nie jest kimś, kogo lubi się od pierwszego pojawienia się, ale to właśnie czyni go ciekawym. Postacie ogólnie można określić jako bardzo różnorodne i niejednoznaczne. Dzięki ich kompletnie odmiennym charakterom, wydarzenia śledzimy z różnych perspektyw. Choć w „Prawdzie” pojawia się sporo person znanych z innych tytułów ze Świata Dysku, znajomość całości nie jest niezbędna do lektury. Zresztą „Prawda” jest, z tego, co pamiętam, tytułem samodzielnym, a zakończenie utwierdziło mnie w tym przekonaniu.

Nie sposób nie wspomnieć również o dialogach, które często są siłą napędową komizmu czy niezwykle trafnymi wnioskami, często uszczypliwymi, z soczystymi aluzjami.

Mam wrażenie, że jest to jedna z tych powieści Pratchetta, przy których szczególnie łatwo zapomnieć, że czytamy fantastykę. Ankh-Morpork pozostaje oczywiście miejscem pełnym dziwności i osobliwości, ale problemy, z którymi mierzą się bohaterowie, są bardzo bliskie naszemu światu. Walka o odbiorcę, pogoń za sensacją, manipulowanie informacją czy przekonanie, że skoro coś zostało wydrukowane, to musi być prawdziwe – to wszystko brzmi niepokojąco znajomo.

Nie jest to więc tylko kolejna zabawna historia ze Świata Dysku. Pod warstwą humoru znalazła się całkiem trafna obserwacja dotycząca tego, jak łatwo można wpływać na ludzi za pomocą odpowiednio przedstawionych informacji. I chyba właśnie dlatego tytuł „Prawda” pasuje tutaj tak dobrze.

Książkę poleciłabym zarówno osobom, które znają już twórczość Pratchetta, jak i tym, którzy dopiero chcą sprawdzić, na czym polega fenomen jego pisania. Jest lekko, momentami bardzo zabawnie, ale przy okazji można zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, ile prawdy jest w wiadomościach, które codziennie do nas docierają. I na koniec jeszcze jedno przemyślenie, które towarzyszy mi często podczas powrotów do Pratchetta: ten tom mimo wszystko wydaje mi się kierowany nie tylko do dzieci, ale przede wszystkim do czytelników dojrzałych. Dojrzałych, ale mających w sobie dziecko i lubiących się śmiać (także z samych siebie).

Kinga Żukowska

Terry Pratchett, „Prawda”, Prószyński i S-ka, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat