Prawdopodobnie najbardziej przegadana fantastyka na świecie

Recenzja książki Namiestniczka. Księga I.
Wydawnictwo Prószyński wydaje od niedawna serię książek skromnie zatytułowaną „prawdopodobnie najlepsze książki na świecie”. Wśród nich znalazła się między innymi „Namiestniczka” Wiery Szkolnikowej.

Historia pięknej Enrissy jest debiutem literackim autorki, która do tej pory zajmowała się jedynie tworzeniem gier RPG. Wydawnictwo postawiło więc wysoko poprzeczkę debiutantce, wydając jej powieść pod tak szumnie brzmiącym hasłem. Czy faktycznie „Namiestniczka” na to zasługuje, czy mamy do czynienia ze zwykłym zabiegiem reklamowym, nijak nie przystającym do rzeczywistości?

Historia zaczyna się od wprowadzenia nas w zawiłe meandry wyboru kolejnej namiestniczki, zazwyczaj zwykłej figurantki osadzanej na tronie przez któryś możny ród, który dzięki niej może faktycznie rządzić Imperium. Traf chce, że obecnie panująca Enrissa jest nie tylko piękna, ale także inteligentna i w zupełności samodzielna. Doskonale wykształcona, perfekcyjnie przygotowywana od dzieciństwa do objęcia tronu jest zarówno strategiem, najwyższym dowódcą, jak i wytrawnym politykiem w jednym. Jej rządy przebiegają spokojnie, nawet, gdy uwzględnić wprowadzane przez młodą władczynię radykalne reformy, na które nie wszyscy patrzą przyjaznym okiem. W ten sielankowy krajobraz nagle wkrada się Złowroga Przepowiednia o księdze, która może przywrócić do życia pradawne zło. Księgę trzeba znaleźć i zniszczyć.

Poszukiwania tajemniczej księgi obejmują większość fabuły, ale Szkolnikowa splata ze sobą o wiele więcej wątków: w tle mamy zatem niebezpieczny romans samej namiestniczki, zobowiązanej przysięgą do zachowania czystości, historię dziwnej pary bliźniąt skazanych na cierpienie przez zbyt silną więź ich łączącą, a także pojawienie się na świecie dziewczynki, która wedle przepowiedni ma zepchnąć namiestniczkę z tronu. Do tego historię zbuntowanego księcia przekonanego o złowrogich zamiarach Enrissy i usiłującego im zapobiec, knujących magów i białe wiedźmy snujące swoje misterne intrygi. Drugoplanowych bohaterów jest mnóstwo, tak jak miejsca, które poświęca im autorka, tworząc bardzo szerokie tło dla wszystkich wydarzeń.

Opowieść jest wciągająca, Szkolnikowa potrafi tworzyć zajmujące historie i kreować ciekawych bohaterów, szkoda tylko, że całość jest tak niezmiernie rozbudowana. „Namiestniczce” nie zaszkodziłoby przycięcie niektórych wątków, pozbycie się wielostronicowych dywagacji, czy też skrócenie kilku dialogów. Rozterki bohaterów, które nie ciągnęłyby się przez wiele stronic, byłyby wówczas bardziej zajmujące, a sami bohaterowie sprawialiby dzięki temu wrażenie mniej melodramatycznych. Ograniczenie patosu i wprowadzenie lekkiej dozy humoru mogłoby być także kwestią godną rozważenia. Jednak pomimo tych zastrzeżeń, książka prezentuje się ciekawie i na pewno jest pozycją wartą lektury, choć na pewno daleko jej do miana „najlepszej książki na świecie”, nawet jeśli jest to tylko prawdopodobieństwo…

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

W. Szkolnikowa, „Namiestniczka. Księga I”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat