Mogłoby się wydawać, że motyw matki został już w literaturze całkowicie wyczerpany. Były matki kochające i troszczące się o swoje dzieci, doskonale odnajdujące się w macierzyństwie. Chwalono je, podziwiano, porównywano z innym i stawiono za wzór. Były też matki, które nieco gorzej pełniły swoją rolę lub całkowicie zaniedbywały swoje obowiązki. Pod ich adresem nie szczędzono słów krytyki, a nawet potępienia. A co z kobietami, które w życiu swoich dzieci odgrywają jednakowo ważną rolę, jednak nie są z nimi nawet spokrewnione?
Jadwiga Czajkowska w swojej powieści „Macocha” przedstawia ciemne strony życia kobiety, która postanawia poślubić tzw. mężczyznę po przejściach, posiadającego już dwójkę dzieci z pierwszego małżeństwa. Izabela z dnia na dzień staje się odpowiedzialna za Zosię i Tadeusza, mimo, że nigdy wcześniej nawet nie miała do czynienia z dziećmi. Przed nią ciężki orzech do zgryzienia, bo ani Zosia, ani Tadeusz nie mają wcale zamiaru ułatwić jej wkroczenia do nowej rodziny. W swojej pamięci wciąż mają zmarłą matkę i zdają się być niepocieszone, że ojciec śmiał zastąpić jej miejsce inną kobietą.
Pierwszym problemem, z jakim przyjdzie się zmierzyć Izabeli, są dzieci Piotra. Przekona się, jak trudno dotrzeć do młodych umysłów, wkupić się w ich łaski. Zobaczy, że jej starania i rezygnacja ze swoich potrzeb będą nie tylko niedoceniane, ale i niejednokrotnie lekceważone, czy nawet krytykowane. Śmierć matki i pojawienie się w życiu ojca nowej kobiety to na pewno stresujące przeżycie, dlatego w pewnym stopniu zachowanie Zosi i Tadeusza wydaje się być usprawiedliwione. Ciężko natomiast szukać wytłumaczenia dla Piotra, który ucieka w pracę, zrzuca wszystkie obowiązki wychowawcze na Izabelę i zdaje się być całkowicie ślepy na to, co dzieje się w domu.
„Macocha” to całkowite przekreślenie stereotypu, że macocha zawsze jest „tą złą”. Autorka pokazuje, że macocha jest w stanie pokochać dzieci ukochanego mężczyzny i dwoić się, i troić, żeby zaspokoić ich wszystkie potrzeby. Pokazuje, że też jest zdolna do uczuć i refleksji, że też ma pewne obawy i wątpliwości. Pokazuje w końcu, jak ciężko żyć w cieniu prawdziwej, zmarłej już matki, wychwalanej i idealizowanej przez otoczenie i jak trudno dołączyć do rodziny, która przez lata zdążyła już ustalić pewne zasady i zwyczaje.
„Macocha” Jadwigi Czajkowskiej to pozycja pokazująca pewne problemy, których postronni obserwatorzy nie widzą, a nawet nie podejrzewają ich istnienia. Odkrywa ludzką naturę macochy i otwiera oczy na to, jak ich sytuacja wygląda z wewnątrz. Warto ją przeczytać choćby po to, by przekonać się, jak bardzo nasze wyobrażenie o macochach różni się od rzeczywistości.
Monika Krzysztanowicz
(monika.krzysztanowicz@dlalejdis.pl)
Jadwiga Czajkowska, „Macocha”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Komentarze