„Prawdziwa miłość” Krystyna Mirek - recenzja

Recenzja książki „Prawdziwa miłość”.
"Ludzie wszędzie są tacy sami"

Posiadanie wybitnych umiejętności może być przekleństwem, zwłaszcza gdy jest się wiedźmą. Szczególnie taką, która leczy, i którą wzywa się, gdy inne, bardziej naukowe metody zawodzą. Alice wie o tym doskonale. W końcu dorastała w domu podobnej wiedźmy, która ją wychowała i wszystkiego nauczyła. Oprócz wiedzy staruszka przekazała jej straszną tajemnicę, która powinna jakoś odmienić życie kobiety. Tylko co można zrobić z sekretem wywracającym życie kilku osób do góry nogami? Zawsze można próbować uciekać i właśnie od takiej ucieczki rozpoczyna się ta historia.

"Prawdziwa miłość" to ostatni tom sagi rodu Cantendorfów, w którym pełno jest ludzkich dramatów, tajemnic i ukrytych problemów. Wie o tym każda czytelniczka, która do tej pory wiernie śledziła tajemnice hrabiowskiego rodu oraz poznawała kolejnych bohaterów sagi. Życie Alice, traktowanej trochę jak cudotwórczyni, a trochę jak wysłanniczki złych mocy, zwłaszcza po poznaniu tajemnicy, powinno się zmienić. Jej samej co prawda wystarczy sama świadomość, że jest dzieckiem, które ma pełne prawo do korzystania z rodowych dóbr, ale pozostaje kwestia najważniejsza: Jak to udowodnić? Jak przekazać, że oto ona, Alice, wiedźma wzywana, aby wyrwać kolejną duszę z objęć śmierci, jest dzieckiem hrabiostwa? Dla Alice jednak daleko ważniejsza jest pomoc innym, zwłaszcza gdy dowiaduje się, że jej podopieczna jest ciężko chora.

Angielskie realia, dżentelmeni, którzy żenią się z obowiązku i kobiety, które w imię różnych celów wyższych rezygnują ze swoich ambicji. Brzmi znajomo? Oczywiście, w końcu to już trzeci tom, więc i bohaterowie są dość dobrze znani. Jeśli nawet sięgnie się tylko po "Prawdziwą miłość", trafia się w magiczny, nieco nostalgiczny czas, w którym pełno dam w szeleszczących sukniach, których główną troską jest odpowiednia liczba służby i dbanie o to, co powiedzą ludzie. Wszelkie tragedie i tematy do plotek mają raczej dostarczać  członkowie innych rodzin. Tu szczera jest tylko służba, która mrugając okiem, potrafi przynosić informację o pastorze udzielającym ślubów zakochanym parom. Same małżeństwa zwykle są aranżowane i nawet jeśli młodzi darzą się uczuciem, ale dzieli ich przepaść (finansowa czy mentalna w rozumieniu rodziców), to nici z ożenku. Brakuje tylko wrzosowisk znanych z powieści sióstr Bronte.

Jak się okazuje polska pisarka potrafi świetnie oddać ducha tej epoki, tworząc bohaterów z krwi i kości, którzy - gdy trzeba - potrafią się zbuntować i złamać konwenanse, pójść za głosem serca i zachować się z honorem. I mniejsza z tym, że miarą człowieka staje się wielkość jego majątku, który przekazuje się zawsze w męskiej linii.

No, dobrze, a gdzie w tym klimacie znajduje się miłość? Prawdziwa miłość jest wszędzie i to ona napędza bohaterów do działania. I nie chodzi tu tylko o romantyczne uniesienia, które prowadzą do tragedii. Tu mężczyźni ponoszą konsekwencje swych działań, a dzieci, w imię miłości do rodziców, czasem również bliżej nieznanych, postępują tak, aby ich zadowolić.

A czy tym razem miłość zwycięży? Na to pytanie można sobie odpowiedzieć zagłębiając się w deszczowe klimaty Anglii, pozornie odległej geograficznie, ale za to z bliskiej perspektywy ludzkich dramatów i historii.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Krystyna Mirek, ‘Prawdziwa miłość”, wyd. Edipresse, Warszawa, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat