Posiadanie wybitnych umiejętności może być przekleństwem, zwłaszcza gdy jest się wiedźmą. Szczególnie taką, która leczy, i którą wzywa się, gdy inne, bardziej naukowe metody zawodzą. Alice wie o tym doskonale. W końcu dorastała w domu podobnej wiedźmy, która ją wychowała i wszystkiego nauczyła. Oprócz wiedzy staruszka przekazała jej straszną tajemnicę, która powinna jakoś odmienić życie kobiety. Tylko co można zrobić z sekretem wywracającym życie kilku osób do góry nogami? Zawsze można próbować uciekać i właśnie od takiej ucieczki rozpoczyna się ta historia.
"Prawdziwa miłość" to ostatni tom sagi rodu Cantendorfów, w którym pełno jest ludzkich dramatów, tajemnic i ukrytych problemów. Wie o tym każda czytelniczka, która do tej pory wiernie śledziła tajemnice hrabiowskiego rodu oraz poznawała kolejnych bohaterów sagi. Życie Alice, traktowanej trochę jak cudotwórczyni, a trochę jak wysłanniczki złych mocy, zwłaszcza po poznaniu tajemnicy, powinno się zmienić. Jej samej co prawda wystarczy sama świadomość, że jest dzieckiem, które ma pełne prawo do korzystania z rodowych dóbr, ale pozostaje kwestia najważniejsza: Jak to udowodnić? Jak przekazać, że oto ona, Alice, wiedźma wzywana, aby wyrwać kolejną duszę z objęć śmierci, jest dzieckiem hrabiostwa? Dla Alice jednak daleko ważniejsza jest pomoc innym, zwłaszcza gdy dowiaduje się, że jej podopieczna jest ciężko chora.
Angielskie realia, dżentelmeni, którzy żenią się z obowiązku i kobiety, które w imię różnych celów wyższych rezygnują ze swoich ambicji. Brzmi znajomo? Oczywiście, w końcu to już trzeci tom, więc i bohaterowie są dość dobrze znani. Jeśli nawet sięgnie się tylko po "Prawdziwą miłość", trafia się w magiczny, nieco nostalgiczny czas, w którym pełno dam w szeleszczących sukniach, których główną troską jest odpowiednia liczba służby i dbanie o to, co powiedzą ludzie. Wszelkie tragedie i tematy do plotek mają raczej dostarczać członkowie innych rodzin. Tu szczera jest tylko służba, która mrugając okiem, potrafi przynosić informację o pastorze udzielającym ślubów zakochanym parom. Same małżeństwa zwykle są aranżowane i nawet jeśli młodzi darzą się uczuciem, ale dzieli ich przepaść (finansowa czy mentalna w rozumieniu rodziców), to nici z ożenku. Brakuje tylko wrzosowisk znanych z powieści sióstr Bronte.
Jak się okazuje polska pisarka potrafi świetnie oddać ducha tej epoki, tworząc bohaterów z krwi i kości, którzy - gdy trzeba - potrafią się zbuntować i złamać konwenanse, pójść za głosem serca i zachować się z honorem. I mniejsza z tym, że miarą człowieka staje się wielkość jego majątku, który przekazuje się zawsze w męskiej linii.
No, dobrze, a gdzie w tym klimacie znajduje się miłość? Prawdziwa miłość jest wszędzie i to ona napędza bohaterów do działania. I nie chodzi tu tylko o romantyczne uniesienia, które prowadzą do tragedii. Tu mężczyźni ponoszą konsekwencje swych działań, a dzieci, w imię miłości do rodziców, czasem również bliżej nieznanych, postępują tak, aby ich zadowolić.
A czy tym razem miłość zwycięży? Na to pytanie można sobie odpowiedzieć zagłębiając się w deszczowe klimaty Anglii, pozornie odległej geograficznie, ale za to z bliskiej perspektywy ludzkich dramatów i historii.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Krystyna Mirek, ‘Prawdziwa miłość”, wyd. Edipresse, Warszawa, 2017 r.
Komentarze