„Prawdziwe tygrysy” - recenzja

Recenzja książki „Prawdziwe tygrysy”.
„Nie przestajesz być szpiegiem tylko dlatego, że wypadłeś z gry”.

Tak głosi hasło, które znajdziemy na odwrocie nowej książki Micka Herrona pod tytułem „Prawdziwe tygrysy”. Jest to powieść szpiegowska opowiadająca o losach szpiegów, którzy z różnych powodów zostali odsunięci od pracy w terenie na rzecz typowej pracy za biurkiem, polegającej na przerzucaniu niekończących się stosów dokumentów. Historia skupia się głównie na Catherine Standish i Jacksonie Lambie. Pewnego dnia Catherine znika. Sytuacja wydaje się o tyle dziwna, że kobieta już od dłuższego czasu nie była istotnym elementem siatki szpiegowskiej, a swoje życie poświęciła alkoholowi. Cały zespół, z samym Lambem na czele, rozpoczyna poszukiwania, a jednocześnie chce odkryć, po co tak naprawdę porwano kobietę.

Niestety książka była dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Sam początek jest naprawdę genialny, gdyż wprowadza wątek zamaskowanych mężczyzn na szczycie budynku. Całości dodaje charakteru fakt, że mężczyźni są przebrani w stroje superbohaterów – Batmana i Spidermana. Scena się kończy i przechodzimy do historii dotyczącej Standish i Lamba. Niestety, w tym miejscu robi się już mniej ciekawie. Niby pojawia się tajemniczy mężczyzna, który dopiero co wyszedł z więzienia i postanowił odwiedzić Cathrine, jednak jego osoba nie skupia na sobie za bardzo uwagi czytelnika. Później po zniknięciu kobiety znowu robi się ciekawiej, bo właśnie pojawia się tajemnica, ale mimo to nie powiedziałabym, że jest to wciągająca pozycja.

Kolejnym mankamentem było wprowadzenie zbyt dużej ilości postaci na raz oraz zawiłe zdania. Oczywiście wraz z czytaniem książki stawało się jasne, kto jest kim, jakie ma zadania itd., ale na początku było trudno zorientować się, o kim jest mowa w danym fragmencie. Krąży pewna opinia, że im bardziej rozbudowane zdania, tym ciekawszy staje się tekst. Cóż, w przypadku tej pozycji, wtrącenia zdecydowanie utrudniają jej odbiór. Opisy tracą swój sens, a uwaga czytelnika ulatuje.

Jeżeli jest się fanem skomplikowanej składni i wyszukanego słownictwa oraz skomplikowanej historii książka bez wątpienia przypadnie do gustu. Odradzałabym ją jednak jako wakacyjną pozycję, którą zabiera się ze sobą, aby odpocząć na plaży. Jako czytelnicy od kryminałów oczekujemy natychmiastowego wciągnięcia - takiego, żebyśmy nie mogli się uwolnić od czytania. W przypadku tej pozycji niestety zabrakło tego efektu. Pokazano tajemnicę, ale nie zrobiono wszystkiego, aby jak najszybciej ją odkryć.

Maria Miłobędzka
(maria.milobedzka@dlalejdis.pl)

Mick Herron, „Prawdziwe tygrysy”, Wydawnictwo Insignis, 2022



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat