Prawie perfekcyjna pani domu

Recenzja książki „Żona idealna”.
Czy żona idealna istnieje? Czy można być perfekcyjną żoną, matką, kochanką i panią domu? A może ideały nie istnieją, a żony ze Stepford są tylko wyimaginowanym tworem sfrustrowanych mężczyzn?

Poppy, bohaterka „Żony idealnej”, jest młodą, niezbyt rozgarniętą, kobietą, która w przerwach pomiędzy pracą modelki, dorabia w kawiarni. Tam też poznaje przystojnego prezentera telewizyjnych wiadomości i zakochuje się w nim bez pamięci. Niestety, Luke ma żonę i trójkę dzieci, dlatego Poppy musi się zadowolić rolą kochanki - do czasu jednak, kiedy dowiaduje się, że jest w ciąży. Luka kocha cały naród i wcale nie cieszy się na wieść, że ukochany pan z telewizora porzuca rodzinę i bierze ślub z młodą dziewczyną. Dookoła nich kręcą się również byłe, obecne i przyszłe kochanki Luka, które mącą  rodzinne szczęście.

Poppy musi więc sprostać trudnemu zadaniu: być idealną matką, kochanką i żoną. Dodatkowo nie może dać się sprowokować swojej matce, która bardziej przeszkadza niż pomaga i byłej żonie, która uprzykrza życie młodemu małżeństwu kąśliwymi artykułami o znamiennym tytule „Mój mąż, jego cizia i ja”. Życie młodej matki też nie wygląda tak kolorowo, jak opisują to popularne tygodniki. Mała córeczka wymaga ciągłej uwagi, Luke nie pomaga w domu, a Poppy zaczyna powoli czuć się jak w klatce. Kilka zbiegów okoliczności sprawia, że Poppy postanawia zatrudnić opiekunkę i wrócić do dawno wykonywanego zawodu modelki. Jej była agencja nie staje na wysokości zadania, ale młoda pani domu postanawia wszystkim pokazać, na co ją stać. 

Niestety, autorka nie wykorzystała potencjału powieści. Pomysł był interesujący, ale jego realizacja mocno mnie zawiodła. Można by zrobić z książki „Żona idealna” dobrą powieść o samotności matki wychowującej dziecko, o skutkach romansu i rozbijania rodziny, o związku starszego mężczyzny z młodą dziewczyną. Można by wiele, ale autorka skupiła się bardziej na pisaniu o niczym. Szkoda. Zamysł był świetny, pomysł dobry, początek zachęcający, a potem – wszystko się komplikuje – nic nie współgra, a fabuła zaczyna męczyć i zgrzyta niczym silnik w starej maszynie do szycia.

Autorka wplata w główną akcję powieści artykuły byłej żony Luka. Są one niepotrzebne i wręcz denerwujące. „Mój mąż, jego cizia i ja” nie wnoszą zbyt wiele w fabułę, nie rozśmieszają (a taki chyba był zamysł), a jedynie dekoncentrują czytelnika, który „wyrywany” jest z głównej akcji.

Llewellyn uchodzi za królową chick-litu, ale „Żona idealna” pozostawia wiele do życzenia. Mam wrażenie, że autorka chciała wyjść poza pewne schematy i napisać trochę ambitniejszą książkę, ale nie sprostała roli. Historia Poppy nie jest ani chick-litem, ani powieścią wysokich lotów. Jest książką o niczym i nic nowego nie wnosi ani do mojego osądu świata, ani do literackiej świadomości.

Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)

J. Llewellyn, „Żona idealna”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat