Prima Aprilis i inne nieszczęścia

Recenzja książki "Czarne koty i prima aprilis".
Jako licealistka chodziłam w odwiedziny do koleżanki, która uczyła się w innej szkole. Droga wiodła przez spokojne uliczki na peryferiach miasta.

Na jednej z nich stał olbrzymi słup napięcia opierający się na dwóch filarach. Kiedyś, przechodząc pod nim, dowiedziałam się, że to prawie jak przejść pod drabiną. Mogło grozić wielkim nieszczęściem albo .. niechcianą ciążą dla dziewczyny. Zapamiętałam więc tą lekcję i na wszelki wypadek nigdy więcej tamtędy  nie chodziłam...

„Czarne koty i prima aprilis” to książka, która po latach pomogła mi wyjaśnić, dlaczego drabiny są tak groźne. Najprostsze skojarzenie wiązało się z pechem, bliskiemu ryzyka  oblaniem farbą idącego niżej przechodnia. W wersji bardziej drastycznej efekt mógł się także objawić szubienicą lub np. anulowaniem ożenku w nadchodzącym roku. Jednak, jak tłumaczy autor, większość tych przekonań odwołuje się do symboliki Trójcy Świętej. Drabina, grunt  i ściana tworzą  trójkąt ją przypominający:  przejście pod nimi jest okazaniem braku szacunku.  To tylko jeden z licznych przypadków, które Harry Oliver zebrał w swoim dziele. 

Przesądów jest tak wiele, że autor podzielił całą książkę na rozdziały. Możemy znaleźć tutaj  części poświęcone m.in. zwierzętom, sztuce i rozrywce, miłości i małżeństwu, jedzeniu i piciu itd.  Jest więc i wytłumaczenie, dlaczego czarne koty ściągają pecha na przechodnia, skąd wziął się zwyczaj mówienia „połamania nóg” oraz dlaczego w czasie wycieczki w odległe miejsca powinniśmy wrzucić monety do fontanny – tym razem na szczęście.  Często tego typu zwyczaje mają swoje źródła w pogańskich wierzeniach i związanych z nimi rytuałach. Są również takie, które istnieją obecnie w naszej kulturze, a wynikają z dawnych sytuacji, które aktualnie fizycznie już nie istnieją. Tak jest np. z zakazem gwizdania na planie filmowym lub teatralnym. Kiedyś, w czasie spektakli, technicy teatralni używali gwizdów jako sygnałów do przyniesienia rekwizytu lub zmiany tła. Przypadkowy gwizd mógł zniweczyć ich pracę i wprowadzić niezłe zamieszanie. Obecnie cała produkcja zorganizowana jest w taki sposób, że nie trzeba już dawać sygnałów dźwiękowych. Jeśli jednak wpadniecie przypadkiem na jakiś plan zdjęciowy, lepiej nie próbujcie gwizdać, bo do dziś uznawane jest to za ściąganie pecha w czasie pracy. A z książki Harrego Oliver’a dowiecie się także o np. polskich spektaklach, których realizacje uznawane są za przeklęte..

Po lekturze „Czarnych kotów..”  jesteśmy więc bogatsi o wiedzę, która może nas uchronić przed nieszczęściem lub zapewnić nam powodzenie. Konstrukcja książki przypomina słownik podzielony na rozdziały, więc możemy ją czytać we fragmentach, nie martwiąc się, że zgubimy wątek. Każde hasło jest osobno objaśnione i przypisane do całego rozdziału.  Wyjaśnienia niektórych z nich są naprawdę zabawne, ale również rzeczowe i umiejscowione w kontekście historycznym. To dobry prezent dla urodzonych pierwszego kwietnia, ale również dla tych, którzy zawsze lubią wiedzieć, co w trawie piszczy. Wprawdzie, jak mówią „ciekawość prowadzi do piekła”, ale tym razem warto sprawdzić, dlaczego.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

Harry Oliver, „Czarne koty i prima aprilis”, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat