PRL na bis

Recenzja książki „Nasz mały PRL”.
Trudno powrócić do czasów sprzed trzech dekad, żyjąc dziś w świecie udogodnień oraz wolności i wiedząc, z czego trzeba zrezygnować.

Gdy marzymy o podróży w czasie, to myślimy raczej o spojrzeniu w przyszłość i sprawdzeniu słuszności naszych wyborów. Ciekawość tego, co będzie, jest dużo większa, niż powrót do tego, co już było. Tym bardziej, gdy mowa o komunie, czasach pustych półek sklepowych, walki o papier toaletowy, mięso, czy meblościankę. Dobrowolny powrót do 1981 r., wydawać by się więc mógł zupełnym wariactwem.

Nie bacząc jednak na trudności, młode małżeństwo Iza i Witek z dwuletnią córką, prowadzące normalne, czytaj, aktywne życie w kapitalistycznej Polsce, postanawia powrócić do czasów dzieciństwa. Pragną przekonać się na własnej skórze, dlaczego PRL budzi tak skrajne emocje i wspomnienia.

Wynajmują więc od znajomego mieszkanie po babci, pamiętające czasy meblościanek, boazerii, starych kuchenek gazowych, Frani i kawy Społem Select. Pozbywają się wszystkich nieodzownych atrybutów współczesności, czyli telefonów komórkowych, laptopów, Internetu, telewizorów plazmowych, markowych samochodów, a nawet sprzętów AGD, tak znacznie ułatwiających nasze życie. W ich lodówce królują produkty dostępne w 1981 r., córka bawi się zabawkami z ich młodości, oni sami w trwałej na głowie i charakterystycznych wąsach, ubrani w ortalionowe dresy i szerokie spódnice, podróżują do pracy Fiatem 126p. I zdawać by się mogło, że ta historia to gotowy scenariusz na komedię, gdyby nie smutne i dające do myślenia konkluzje, które nie pozwalają nam się śmiać z tego doświadczenia.

Kiedy uzmysławiamy sobie, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od wynalazków XXI wieku, jak wiele osób, nie wyobraża sobie dnia bez Internetu, facebooka, czy zakupów internetowych, to mamy ochotę krzyknąć PRL-u wróć! Niech powrócą czasy, kiedy ludzie mieli czas rozmawiać ze sobą, interesować się swoimi problemami, odwiedzać się bez zapowiedzi, a dni wypełnione były wspólnymi ideami i wartościami. Wydawać by się mogło, że komuna w Polsce nie uczyniła takiego spustoszenia w relacjach międzyludzkich, jakie dokonało się w dobie kapitalizmu.

Patrząc jednak z innej perspektywy, obecne czasy dają nam dużą wolność, zezwalają na swobodę wyborów i możliwość decydowania o własnym losie. Dla kobiet szturmem wkraczających na rynek pracy, zakończyła się era „kury domowej”, podporządkowanej swemu mężowi. Mężczyźni po raz pierwszy opuścili ciepły azyl kanapy przed telewizorem, by pomóc swej żonie w kuchni oraz w opiece nad dziećmi.

Projekt Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego wymagał nie lada odwagi i samozaparcia by przez pół roku, przetrwać w 2012 r., według zasad z 1981 r. Czy odnaleźli odpowiedź na nurtujące ich pytanie: „Czy dziś żyje się nam lepiej”, warto przekonać się samemu i sięgnąć po ich pamiętnik-dokument. Odpowiedź może być jednak bardzo przewrotna, bo ich „mały PRL”, to także niedająca spokoju natrętna myśl, że „lepiej”, może dla wielu oznaczać „gorzej”.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Izabela Meyza, Witold Szabłowski „Nasz mały PRL”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat