Główny bohater „Synonimu zła” - Bartłomiej Shmidt po przyjeździe do Wielkiego Jabłka poznaje Żyda, Afroamerykanina, Amerykanina i dwóch Polaków. Razem tworzą mieszankę wybuchową, ale ich przyjaźń jest szczera i prawdziwa, choć niejednokrotnie wystawiana na próbę. Bart wraz z przyjaciółmi wciąga się w proceder kradzieży aut ubezpieczonych na wysokie kwoty i właśnie ten wątek wyznacza główne tory powieści. Bohater również zakochuje się, przeżywa przygody, wzloty i upadki, a w rezultacie splotu felernych dla niego wydarzeń, opowiada nam, czy raczej strażnikowi Stiopie, historie ze swojego życia z celi śmierci.
Fragmenty i zwiastuny książki "Synonim zła" wzbudzają zainteresowanie, a pierwsze strony momentalnie porywają do lektury, zapowiadając niezwykle pasjonującą treść. Niestety, kolejne rozdziały w moim przypadku przynosiły jedynie rozczarowanie. Ciekawy pomysł zdaje się być słabo wykorzystany, a atmosfera Nowego Jorku nakreślona jest zbyt ogólnie. Autor nie poświęca też zbyt wiele czasu na zbudowanie świata wokół bohatera, tak jakby jedynymi punktami w mieście był polski bar nocny i mieszkanie Bartłomieja. Drugoplanowe postacie wydają się również mało interesujące - są płaskie, a ich cechy charakterystyczne przerysowane. Sama narracja jest ciekawa i płynna, dzięki czemu książkę czyta się szybko i lekko, ale dialogi momentami zgrzytają, wybijają z lektury.
Myślę, że jednym z zamierzeń autora było podkreślenie, iż nie ma czegoś takiego, jak czarne i białe, a zło będące niewytłumaczalnym czynem, może okazać się czymś zrozumiałym. Jest to nie wątpliwie atutem powieści. Ze względu na brak moralizatorskiego czy subiektywnego tonu Ivo Vuco daje swojemu czytelnikowi wolną rękę w wyciąganiu wniosków, a zdarzenia, które opisuje zmuszają do przemyśleń w rodzaju „a co by było gdyby”, wpływając na wyobraźnię czytelnika, co jest dużym osiągnięciem. Szkoda, że spora część opowieści sprawia wrażenie niedopracowanej, jakby za mało czasu poświęcono niektórym fragmentom i historiom. Wątki wydają się być czasem niespójne, nie do końca zgrane, zawiązane na siłę. Budując sytuacje, w których bohater miał pokazać się ze swojej dobrej strony, zabrakło nieco dystansu i realizmu.
Całości brak również nieco tempa. Do ponad połowy książki, akcja porusza się wolno i nudno, zmuszając do jedynie pobieżnego przebiegania wzrokiem niektórych fragmentów. W kulminacyjnym momencie akcja przyspiesza i zyskuje na wartkości, po to by zaraz znów zderzyć się z narracyjnym murem, sprowadzając nas do dość nudnej historii opowiadanej bez polotu. Mimo wszystko wątek zakreślony na samym początku nie pozwala przerwać lektury bez odkrycia, co zaprowadziło bohatera do sytuacji, w której się znalazł, czyli wyroku śmierci. Bo co mogło pójść aż tak źle?
Choć dla mnie książka "Synonim zła" zdaje się być ciekawym materiałem przedstawionym w nie do końca oszlifowanej formie, negatywnie wpływającej na całość fabuły, to jest to pozycja warta przeczytania. Porusza ciekawe tematy i gra na emocjach, zapewniając urozmaicony wieczór z lekturą z lekkim dreszczykiem.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Ivo Vuco, “Synonim zła”, Bellona, Warszawa 2012
Komentarze