Dalej jest równie ciekawie: Ryland Grace, bo tak nazywa się nasz bohater i przewodnik po świecie, stopniowo odzyskuje wiedzę na temat wydarzeń, które doprowadziły go do obecnej sytuacji. Wraz z nim, również czytelnik staje przed następującymi faktami: ziemia staje na krawędzi zagłady, a Ryland jest jednym ocalałym z trójki wybrańców, którzy podróżowali na statku kosmicznym w poszukiwaniu ocalenia dla siebie i innych mieszkańców Ziemi.
Przez ponad pięćset stron trzymamy kciuki za dzielnego nauczyciela biologii, którego los postawił przed nie lada wyzwaniem. Grace nie tylko musi sam poprowadzić niemalże niemożliwą misję, ale także nauczyć się współpracować z … Z kim? Tego już wam nie zdradzę. Obserwujemy, jak bohater stopniowo odzyskuje coraz więcej wspomnień, a także umiejętności kluczowych dla przetrwania jego samego oraz całej ludzkości.
Tak jak w „Marsjaninie” naszym przewodnikiem po świecie przedstawionym jest inteligentny, dowcipny i sympatyczny bohater, który nie daje się złamać przeciwnościom losu. Takie postacie są już znakiem firmowym pisarza, który jednak w tym przypadku nie postawił na „teatr jednego aktora”, wprowadzając stopniowo innych bohaterów. Oczywiście, to Ryland gra pierwsze skrzypce do samego końca i to z zyskiem dla całej powieści, wypełnionej inteligentnymi i dowcipnymi komentarzami.
Po raz kolejny amerykańskiemu pisarzowi udało się stworzyć wciągającą książkę, którą pomimo technicznego i specjalistycznego żargonu czyta się błyskawicznie. Zawiła, rozgrywająca się w kilku płaszczyznach czasowych, opowieść porywa od pierwszego rozdziału, oferując czytelnikowi szereg emocji: od ciekawości, przez strach po wzruszenie.
Śledzenie kilku planów czasowych, a także rozeznanie się w specjalistycznym języku może początkowo sprawiać pewne trudności, ale wraz z kolejnymi stronami uczymy się świata i rządzących nimi reguł, na tyle, że lektura staje się czystą przyjemnością.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Andy Weir, “Projekt Hail Mary”, Akurat, Warszawa 2021
Komentarze