Nigdy nie widziałam w żadnym filmie czy serialu, żeby piękna, bogata i, rzecz jasna, ciężarna kobieta przechadzała się nie tylko z dużym brzuszkiem, ale i twarzą opuchniętą i zalaną łzami wywołanymi burzą hormonów. Kolorowy ekran i magazyny przyzwyczaiły osoby niewtajemniczone w sprawy ciążowe do idealnego wyglądu kobiety w tym stanie oraz poczucia napływu bezgranicznej radości i miłości od chwili poczęcia nowego życia. O tym, jak mylny daje to obraz okresu ciąży, przekonałam się czytając „Projekt macierzyństwo” Lisy Catherine Harper. Książa nie jest wbrew pozorom poradnikiem, a powieścią, która ma bohaterów, fabułę i dodatkowo prawdziwe informacje o tym, co dzieje się z ciałem i duszą kobiety w ciąży. Czyta się ją dzięki temu swobodnie, a to, że narratorem jest główna bohaterka, daje odczucie jakby czytało się pamiętnik.
Lisa, po przekroczeniu trzydziestki wreszcie dojrzała do świadomej decyzji o macierzyństwie i przygotowuje się do poczęcia tak starannie, jak tylko perfekcjoniści potrafią. Czyta poradniki i artykuły, przeprowadza rozmowy z innymi matkami, tworzy wykresy owulacji, mierzy temperaturę. Jako kobieta wykształcona i oczytana (jest pisarką i wykłada na uniwersytecie), a do tego wysportowana, nie ma większych obaw. Jednak stan oczekiwania na zapłodnienie przeradza się powoli w obłęd, który nie daje jej spokoju, a kiedy już do tego dochodzi, każdy kolejny dzień jest niespodzianką, której nie przewiduje żaden poradnik. Prawda okazuje się czasami brutalna. Objawy fizjologiczne są trudne do zniesienia, a hormony szaleją dając psychice popalić. Zmiany, jakie zachodzą w bohaterce, są starannie opisywane, poparte dodatkowo wiedzą naukową, której docieka Lisa. Opis czasu po urodzeniu dziecka również zawiera się w powieści. Całość czyta się jak dobrą, wciągającą książkę. Nie przypuszczałam, że taki temat przewodni można wcielić w powieść i uczynić z tego naprawdę dobrą lekturę, a nie tylko poradnik.
Nadanie w tytule książki słowa „projekt” jest adekwatne do jej zawartości. Znajdziemy tam bowiem wszystkie etapy macierzyństwa, łącznie ze starannym przygotowywaniem się do tego, zarówno pod kątem psychicznym, jak i fizycznym. Etap po etapie przejdziemy z bohaterką przez ten stan, co nie ujmuje książce ani trochę ciekawej fabuły. Postać Lisy jest bardzo opanowana, dzięki czemu nie narzuca ona ani nadmiernej radości, ani przeciwnych emocji czytelnikowi. Powieść zdecydowanie można polecić wszystkim kobietom, nie tylko tym starającym się o dziecko, czy ciężarnym, bo jest ona po prostu ciekawa i wciągająca.
Katarzyna Picz
(Katarzyna.picz@dlalejdis.pl)
Lisa Catherine Harper, „Projekt macierzyństwo”, Warszawa, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2014
Komentarze