odświeżając sobie chwyty literackie dwudziestolecia międzywojennego.
Historia „Prokurator Alicji Horn” pozornie jest prosta i nieskomplikowana: romans rozgrywający się na pograniczu dwóch światów. Ona, piękna i utalentowana pani prokurator, doskonale radząca sobie w męskim świecie prawniczym (pamiętajmy, że akcja dzieje się w latach 20. ubiegłego wieku). Z kolei on, czyli Jan Winkler, to czarujący oszust i kobieciarz z przestępczego półświatka, a pomiędzy nimi tkwi młoda Julia Horn, niewinna wychowanka pani prokurator.
W spokojne życie Alicji i Julii wkracza pewnego dnia mężczyzna z przeszłości tej pierwszej, rozbijając pogodny i samowystarczalny światek kobiecy. Przyjaźń zmienia się w nienawiść, dawne uczucia odżywają, tajemnica goni tajemnicę, a wszystko to na tle melodramatycznych zwrotów akcji.
Dołęga-Mostowicz wielokrotnie udowodnił, że nie ma sobie równych w tworzeniu powieści na granicy kiczu, ale bezlitośnie czarujących czytelnika, który z łatwością łapie się na wszelkie te sentymentalne sztuczki, pozwalając sobie na beztroską lekturę. Nie jest to literatura z wysokiej półki, ale nawet do niej nie pretenduje, będąc po prostu czystą rozrywką, ale w świetnym wykonaniu: barwna i pełna emocji historia zawiedzionych uczuć ze szczęśliwym zakończeniem.
Intrygująco wypada także drugi plan, czyli międzywojenna Warszawa z jej charakterystycznym klimatem. Autor pokazuje nam wiele twarzy stolicy: przepiękne mieszkania, wyrafinowane lokale, ale także ciemne i brudne uliczki oraz podejrzane spelunki.
Wielowątkowa i barwna opowieść toczy się niczym bajka dla dorosłych, bawiąc i wzruszając. Połączenie romansu, kryminału i historii rodem z melodramatów wciąga od pierwszej strony, pozwalając czytelnikowi na sentymentalne przemierzanie uliczek przedwojennej Warszawy wraz z bohaterami.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Tadeusz Dołęga-Mostowicz, „Prokurator Alicja Horn”, Wydawnictwo MG, Warszawa 2020
Komentarze