Można by się również pokusić o kolejne stwierdzenie: że tylko to wystarczy, aby książka zyskała rozgłos. Ta druga teoria jednak upada, jeśli chodzi o nową powieść Pellegrino. Autorka przekazuje bowiem czytelnikowi jeszcze "coś". Nie podaje nam przepisu na życie na tacy. Pokazuje za to, że szczęście dla każdego jest czymś innym, że sami musimy je odnaleźć i że każdy z nas odnajduje je w innym momencie swojej egzystencji.
Autorka zastosowała łatwy i stary sposób na zdobycie większej ilości czytelników: wprowadziła dwójkę bohaterów, trochę innych, ale i mocno podobnych, w różnym wieku, w różnym momencie życiowym. W ten właśnie sposób poznajemy Alice i Babettę. Pierwsza to młoda, ambitna i skrzywdzona przez życie (trauma gwałtu i porzucenie przez faceta) dziewczyna, która nie bardzo potrafi odnaleźć się w swoim życiu. Szuka siebie, próbuje uciec od problemów w ciężką pracę, odrzuca kochających ją ludzi. Nie potrafi ułożyć sobie życia. Alice postanawia wyjechać do Włoch, gdzie matka jej przyjaciółki kupiła dom. Druga – Babetta - jest jej przeciwieństwem: starsza, ułożona, zamężna, prowadząca osiadły tryb życia, lubiąca gotować, podglądać ludzi; będąca na przełomie i nie do końca pewna kolejnego dnia swojego życia. Niby różne, a jednak podobne.
Ale Pellegrino nie sprawia, że obie bohaterki stają się przyjaciółkami, uczą się od siebie nawzajem. One raczej są obok siebie niż przy sobie. Fakt, ich losy przeplatają się, trochę uzupełniają. Szukają spokoju, uczą się gotować (Alice) i starają się odnaleźć w nowej, całkiem innej sytuacji. Autorka prowadzi dwie narracje równolegle. Stara się, aby czytelnik polubił bohaterki. Nie są one doskonałe, popełniają błędy, nie potrafią podjąć odpowiedniej decyzji, widzą swoje porażki. Są ludzkie i swojskie.
Przesadziła trochę natomiast Pellegrino z opisami. Można by je spokojnie opuścić (książkę w tym miejscu przekartkować), choć czasem – nie przeczę – ślinka cieknie przy opisach kulinarnych wyczynów bohaterów.
To doskonała książka na zimne i ciemne jesienne wieczory, kiedy najchętniej położylibyśmy się do łóżka i zapadli w sen zimowy. Ona zasnąć nam nie pozwoli. Pozwoli za to na chwilę zadumy nad naszym życiem, szczęściem, rodziną.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
N. Pellegrino, „Przepis na życie”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010
Komentarze