„Prowincja pełna czarów” – recenzja

Recenzja książki „Prowincja pełna czarów”.
Moja mama od jakiegoś czasu zaczytuje się w prozie Enerlich, ale ja jakoś nigdy nie mogłam przemóc się, żeby sięgnąć po książkę, która ma po prostu niesamowicie brzydką okładkę.

Katarzyna Enerlich to polska pisarka, która urodziła się w Mrągowie, a jej twórczość na każdym kroku podkreśla miłość autorki do Mazur.

To, że „Prowincja pełna czarów” jest częścią serii, większość czytelników wie. Trochę obawiałam się, że wejdę w świat nieznanych mi bohaterów, ale na szczęście kolejne części można czytać niezależnie od siebie.

Ludmiła wychowuje kilkuletnią córeczkę i korzysta  z życia, jak mało kto. Pisze książkę, nie ogląda telewizji, zachwyca się rzeczami, na które większość z nas nie zwraca uwagi. Cieszy się ze słońca, które świeci, ptaków, które śpiewają i zastanawia się nad stałym i poważnym związkiem z Wojtkiem.

Równolegle mieszkańcy wsi, w której mieszka bohaterka, zaczynają widywać na cmentarzu ducha Kulawej Erny, a stary i zniszczony dom pod lasem zyskuje nowego lokatora – tajemniczą kobietę, która bardzo, ale to bardzo intryguje Ludkę. Te wszystkie wydarzenia staną się tematem nowej książki Ludmiły.

Powieść, jak wskazuje zresztą tytuł, pełna jest czarów. Magia występuje w legendach, opowieściach i podaniach mazurskich, które przenoszą czytelnika w czasy palenia czarownic na stosach. W tych okolicznościach przyrody poznajemy dwie kolejne bohaterki, które choć żyły wiele lat temu mają dużo wspólnego z teraźniejszością – jak wiele? Musicie przeczytać sami.

Autorka pragnie pokazać czytelnikowi, jak wspaniałe jest życie na wsi, ale choć zdecydowanie zachwala mieszkanie z dala od wielkomiejskich biurowców, to nie oszczędza nam też  gorzkich prawd o codzienności „z dala od cywilizacji”. Życie poza miastem to nie tylko przyjemność, ale też ciężka praca – trzeba dbać o dom, palić w piecu, odśnieżać chodnik i pielić ogródek.

„Prowincja pełna czarów” jest swoistym połączeniem powieści, książki z przepisami, przewodnika po Mazurach i prozy, w której autorka stara się przekazać nam filozofię życia w zgodzie z naturą i z samymi sobą. To również lektura, która ma w sobie wiele z psychologii i pokazuje, jak wielkie znaczenie w naszym życiu ma drugi człowiek i otaczająca nas społeczność. Ciekawostką jest wplecenie w fabułę… zdjęć, które przenoszą czytelnika w mazurskie okolice. Ten – w zasadzie prosty zabieg – uwiarygodnia treść i pozwala głębiej wejść w życie i otoczenie bohaterów.

Książka jest poprawna, ale daleka jestem od zachwytów i nie jestem też pewna, czy po kolejne powieści Enerlich sięgnę. Ja, dziecko miasta, nie do końca odnajduję swoje miejsce na mazurskiej (czy jakiejkolwiek innej) wsi i wśród bohaterów, których wykreowała autorka.

Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)

Katarzyna Enerlich, „Prowincja pełna czarów”, Kraków, Wydawnictwo MG, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat