Ostatnio rynek wydawniczy przeżywa prawdziwe oblężenie książek o tematyce kobiet z krajó islamskich. Zazwyczaj są to relacje krzywdzonych, poniżanych kobiet, rzadziej mamy do czynienia z fikcją literacką. Po co bowiem wymyślać historie, skoro samo życie dostarcza tak dramatycznego i mocnego materiału na książkę?
Za każdym razem, gdy biorę do ręki lekturę o tej tematyce, nie mogę uwierzyć w to, o czym czytam. Są jednak takie książki, gdzie poziom niedowierzenia, złości i smutku przekracza wszelkie granice. Jedną z takich pozycji jest książka Annick Cojean „Kobiety Kaddafiego”.
Zdecydowanie nie polecam tej pozycji czytelnikom o dużej wrażliwości czy słabych nerwach. W swojej prostocie jest to bowiem bardzo mocny przekaz, można rzec: lektura ciężkiego kalibru. Soraya, główna bohaterka książki, czyli kobieta, która doświadczyła okrucieństw trudnych do opisania, upokorzeń, które znacznie łatwiej byłoby przemilczeć i zachowań, które z pewnością pozostawia trwały ślad w jej psychice, była jedną z wielu (tak wielu, że niemożliwym staje się ogrom tych praktyk) porwanych na życzenie Kaddafiego kobiet i wcielonych do jego przybocznej armii. Soraya w niezwykle prosty i szczery sposób opowiada o tym, czego doświadczyła z rąk władcy, którego niemal od najmłodszych lat kazano jej kochać jak najlepszego ojca i wielbić niczym bóstwo.
Kaddafi w książce Annick Cojean przedstawiony jest jak potwór. Pełen obsesji seksoholik z perwersyjnymi upodobaniami, który czerpał upodobanie w dręczeniu swych ofiar. Przy okazji jednak był wspaniałym aktorem – powszechnie głosił poparcie dla liberalizacji prawa wobec kobiet w swoim islamskim kraju, nazywał się ich przyjacielem, reformatorem, kreowany był na prawdziwego bohatera. To, co działo się w podziemiach jego rezydencji należało już do zupełnie innego świata – pełnego bólu, upokorzenia, zezwierzęcenia. Kaddafi mógł mieć każdą kobietę – poczynając od żon i córek dygnitarzy, a na zwykłych uczennicach z prowincjonalnych szkółek kończąc. Niezwykle rozwinięta sieć wiernych poddanych dostarczała mu każdą kobietę, jakiej tylko zapragnął. Na porządku dziennym były porwania (nawet z rodzinnego domu).
„Kobiety Kaddafiego” to przede wszystkim opowieść Sorai, ale w tej historii przewija się znacznie więcej kobiet – niektóre mają imiona (nawet jeśli są to imiona zmienione dla ich bezpieczeństwa), inne pozostaną anonimowe i bezimienne. Ich świadectwo jest jednak niezwykle szokującym dokumentem. Ale największe niedowierzenie wydaje się budzić (także u autorki „Kobiet Kaddafiego”) coś innego – to, że nawet po śmierci dyktatora, prawdę o procederze porywania, więzienia i gwałcenia kobiet próbuje się zamieść pod dywan. Jest to prawda bardzo niewygodna i drażliwa dla Libijczyków. I wciąż jeszcze ofiary obalonego reżimu nie mogą czuć się bezpiecznie we własnym kraju. Tym większy podziw budzi fakt, że ta książka, zapisana ich relacjami, powstała.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Annick Cojean, „Kobiety Kaddafiego”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Komentarze