Jednak biorąc pod uwagę, że powstała w XIX wieku, to można ją potraktować jako swoisty obraz ówczesnej literatury popularnej.
Na obwolucie książki „Czerwony testament” Ksawerego De Montepin, możemy przeczytać, że odnajdziemy w niej fascynującą intrygę, zbrodnię, wielkie fortuny i finezyjny wątek miłosny. Brzmi intrygująco. Niestety, to tylko pustosłowie, bo o ile istotnie zbrodnia i intryga stanowią główny trzon powieści, o tyle z całą pewnością nie można ich określić mianem „fascynujących”. Dość ciekawe – to i tak określenie nieco na wyrost.
Podczas lektury nieustannie można odnieść wrażenie, że autor ma o swoich czytelnikach, a właściwie poziomie ich inteligencji, niezbyt dobre zdanie. Nieustannie przypomina nam, kto kryje się pod danym pseudonimem, najwyraźniej zakładając, że nie jesteśmy w stanie połapać się w „skomplikowanych” wątkach. Pewnym wytłumaczeniem tego typu podejścia do odbiorców, wydawać się może fakt, że francuski pisarz Ksawery De Montepin żył i tworzył w XIX wieku (zmarł w 1902 roku). Biorąc pod uwagę, że wówczas dużą część społeczeństwa stanowili analfabeci, to prostą dla nas konstrukcję powieści, osoby żyjące w tamtych czasach mogły odbierać jako nie lada wyzwanie intelektualne. Jeśli więc podejdziemy do omawianej propozycji z punktu widzenia swoistego zapisu jakości francuskiej literatury popularnej sprzed dwóch wieków, to w jakimś stopniu poszerzymy zakres naszej wiedzy odnośnie kształtowania się piśmiennictwa. Nie spodziewajmy się jednak głębokich doznań podczas lektury.
Nieskomplikowana akcja została zawiązana wokół poszukiwań drogi do legendarnego majątku zamożnego filantropa hrabiego de Thonnerieux, który ustanowił w testamencie swoimi spadkobiercami sześcioro przypadkowych osób. Jedynym kryterium ich doboru był dzień urodzin – ten sam, co jego ukochanej córki. Klucz do ukrytego skarbu hrabia zawarł na kartach książki „Czerwony testament. Pamiętniki Pana de Laffemes. Przyczynek do historii…” oraz złotych medalionach podarowanych wspomnianym spadkobiercom. Tam, gdzie znajduje się ogromna fortuna, tam też pojawiają się jej amatorzy, dążący do szybkiego wzbogacenia się za wszelką cenę, po trupach – dosłownie i w przenośni. Nie inaczej rzecz się ma i w tym przypadku. Dwóch złoczyńców – Pascal Saunier i Jakub Lagarde – uczynią bowiem wszystko co w ich mocy, by zagarnąć majątek dla siebie. Autor nie omieszkała także wzbogacić treści o melodramatyczne miłosne akcenty. Zainteresowanych przebiegiem zdarzeń odsyłam do lektury, przy czym, aby rozwiązać całą zagadkę trzeba będzie przebrnąć przez kilka tomów powieści.
„Czerwony testament” Ksawerego De Montepin to z pewnością nie jest propozycja dla wybrednych wielbicieli wybitnej prozy. Niemniej jednak można sięgnąć po książkę jako swego rodzaju zapychacz wolnego czasu, a przy tym obraz kształtowania się łatwiej, prostej i przyjemnej literatury na przestrzeni wieków.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Ksawery De Montepin, „Czerwony testament”, Damidos, Katowice 2012
Komentarze