Tomasza Michniewicza możecie kojarzyć z książek reporterskich. Ja do dziś pamiętam, choć od lektury minęło już kilka ładnych lat, jakie wrażenie zrobił na mnie „Świat równoległy”. Z przyjemnością więc sięgnęłam po „Przedświt”, aby ponownie spotkać się z autorem.
A było to spotkanie słodko-gorzkie, zdecydowanie inne od poprzedniego. „Przedświt” jest bowiem książką opartą na narracji mężczyzny w średnim wieku, który właśnie mierzy się z trudnym momentem w życiu – rozwodem. Choć to małżeństwo nie zaliczało się do wyjątkowo udanych, jego zakończenie staje się dla bohatera punktem wyjścia dla wielu, często niewygodnych, rozważań. Mierzy się on z lękami, zaczyna rozliczać przeszłość, zastanawiać się co tak naprawdę w życiu jest ważne, a co jest tylko społeczną wydmuszką. Miał fascynującą pracę – jako reporter zwiedził niemal cały świat, ale już dawno przestało mu to przynosić spodziewaną satysfakcję. Życie prywatne okazuje się być w rozsypce – brakuje przyjaciół, bliskich osób, które pomogłyby mu w tym trudnym momencie. Nasz bohater nie pozostaje jednak zupełnie sam. Spotyka na swej drodze przypadkowych ludzi, którzy, choć nie wprost, często udzielają mu odpowiedzi na nurtujące pytania. Tylko czy taka epizodyczna forma relacji może wypełnić właśnie odkrytą lukę w życiu? Nie jest to jednak książka moralizatorska. Powiedziałabym, że daleko jej do takiej.
„Przedświt” był dla mnie przede wszystkim książką smutną i bardzo uczciwą w swojej prostocie. Czasem, w poszczególnych scenach doszukiwałam się pewnej symboliki, ale to pewnie wyłącznie moja interpretacja. Nie oszukuję się, że ta książka trafi do każdego. Wydaje mi się, że musi na nią przyjść odpowiedni moment. Do mnie trafiła doskonale. Niektóre ścieżki, jakimi podążały myśli bohatera, były też moimi ścieżkami.
„Przedświt” na pewno nie będzie stanowił dobrej rozrywki czytelniczej. To książka, w której bohaterami są też lęki, szarość dnia, poczucie bezsensu i ten smutek właśnie. To książka, nad którą z pewnością trzeba się pochylić. Otworzyć się na świat z perspektywy mężczyzny, który w pewnym momencie pogoni za życiem zorientował się, że wcale nie podoba mu się punkt, w którym się znalazł. To książka, gdzie momentami możecie poczuć się zagubieni, zostawieni sami sobie, uwikłani w rozterki narratora. Uważam jednak, że zdecydowanie warto zanurzyć się w tym świecie.
Poznanie twórczości Tomasza Michniewicza od takiej strony było niespodziewanym, ale wzbogacającym czytelniczo doświadczeniem. To jedna z tych książek, która nie jest nachalna, a jednak skłania do refleksji nad samym sobą. Czy aby na pewno daleko nam do bohatera „Przedświtu”? Swoją drogą, chyba nie mogło być lepszego tytułu dla tej książki.
Książkę polecam tym, którzy czują się na nią gotowi.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Tomasz Michniewicz, „Przedświt”, Wydawnictwo Otwarte, Kraków, 2024.
Komentarze