Tak naprawdę jest to drugi tom serii „Przedszkole przytulanek”, w której pluszowe zabawki ożywają, gdy „ich” mali właściciele spędzają czas w przedszkolu. Zabawki przeżywają niezwykłe przygody (fabuła do złudzenia przypomina mi Toy Story!).
Co ważne, ta część historii o jaju dinozaura, poza bohaterami, ma niewiele wspólnego z pierwszą serią. Fabuła nie stanowi kontynuacji wcześniejszych wydarzeń – opowieść rozpoczyna się od nowa. Dzięki temu książeczki można czytać w dowolnej kolejności bez konieczności zachowywania porządku chronologicznego.
Sam pomysł stworzenia świata zamieszkanego przez przytulanki sprawia, że książka pobudza fantazję i poszerza granice dziecięcej wyobraźni. Spotkałam się z dezaprobatą budowania „równoległych” rzeczywistości – ta opowieść to tak naprawdę trzy czasoprzestrzenie – w książkach dla najmłodszych, ale hej! Im dłużej pozwolimy dzieciom na beztroskie bujanie w obłokach, tym (tak mi się przynajmniej wydaje!) dłużej będzie trwać ich szczęśliwe dzieciństwo!
Historia rozpoczyna się, gdy Króliczek Konradek przynosi do przedszkola tajemnicze jajo dinozaura. Zabawka staje się obiektem zainteresowania, a tym samym początkiem niezwykłej wyprawy. Z jaja wykluwa się ogromny diplodok (rozbawił mnie fakt posługiwania się nazwami własnymi dinozaurów, ale dodało to autentyczności). Stwór zabiera bohaterów do swojej krainy, gdzie przytulanki poznają gatunki tych gadów, wspólnie się bawią, odkrywają nowe miejsca i nawiązują przyjaźnie.
Wiecie, że to chyba moja najszybsza recenzja w historii współpracy? Odkąd otworzyłam paczkę, moja niespełna roczna dziewczyna (uwielbia książki jak Mama) nie wypuściła tej książki z rąk. Przeczytałyśmy ją ciągiem trzy razy, oglądając kolorowe obrazki i urozmaicając treść własnymi dopowiedzeniami. Ta historia liczy jedynie 34 strony, stąd wynika nasza szybkość w czytaniu, jednak jest ona zupełnie wystarczająca dla maluchów. Książkę charakteryzuje bardzo dynamiczna fabuła, która sprawia, że młody czytelnik z zainteresowaniem śledzi wartką historię i z łatwością przenosi się do magicznego świata przedstawionego w książce (zdaję sobie sprawę, że w naszym przypadku dużą rolę odgrywały obrazki, niemniej dziewczyna się świetnie bawiła – ja zresztą też!).
„Przedszkole przytulanek. Jajo dinozaura” ma w sobie dużo morału. Podkreślona jest wartość przyjaźni, współpracy i wspólnie spędzanego czasu. Równie istotny jest motyw radzenia sobie z emocjami, trudnych momentów pożegnań, ale także dziecięcej radości i szczęścia z zupełnie małych rzeczy.
Doceniam to, że istnieją lektury, które stają się doskonałym wstępem do rozmów o uczuciach, relacjach z innymi i akceptowaniu zmian. Ważne jest dla mnie to, że narracja jest adekwatna do wieku przedszkolnego. Język jest prosty i zrozumiały (choć przypominam, że nazwy własne dinozaurów wcale nie zostały uproszczone, ale czy w ogóle dałoby się je uprościć?). Na uwagę zasługują również piękne ilustracje autorstwa Anny Gensler. Są kolorowe, pełne szczegółów i doskonale współgrają z tekstem. Przyciągają wzrok najmłodszych, zachęcają do oglądania kolejnych stron i pomagają lepiej zrozumieć opowiadaną historię (lub opowiedzieć ją sobie zupełnie beztekstowo)!
Uważam, że „Przedszkole przytulanek. Jajo dinozaura” to fajna i barwna historia, w którą warto zaopatrzyć domową biblioteczkę. Wpływa na wyobraźnię, zachęca do rozmowy i udowadnia, że nawet pozornie zwyczajna codzienność może niespodziewanie nieść ze sobą niezwykłe przygody.
Klaudia Dydymska
Maciej Marcisz, Anna Gensler, „Przedszkole przytulanek. Jajo dinozaura”, Wydawnictwo Wilga, Warszawa, 2026.
Komentarze