Przekonuje się o tym Lise Dion. Prawdę o matce odkrywa jednak, jak to zwykle bywa, po jej śmierci. Tajemniczy niebieski kufer rodzicielki, która zawsze napawał Lise ciekawością, staje przed nią otworem, a rewelacje, jakie niesie, sprawiają, że kobieta mocno odczuwa, jak mało wiedziała o kobiecie, która ją adoptowała.
Oto okazuje się, że Armande skrzętnie ukrywała przed córką pięć zeszytów znających tajemnicę jej przeszłości. Lise przystępując do ich lektury, nawet nie przypuszcza, czego doświadczyła matka. Wraz z Lise, strona po stronie, śledzimy zatem intymne zapiski kobiety, która oddana jako dziecko do sierocińca prowadzonego przez zakonnice i nie znająca innego życia, innych uczuć, sama zdecydowała się na wstąpienie do zakonu. To jedna tajemnica. Druga to pobyt w obozie koncentracyjnym. Stajemy się świadkiem okrutnych praktyk, zaniku człowieczeństwa, ale także ogromnego hartu ducha, walki o przetrwanie.
Można powiedzieć, że „Tajemnica niebieskiego kufra” wpisuje się poniekąd w literaturę łagrową, ale trzeba zaznaczyć, że w tym przypadku nie jest to literatura wysokich lotów. Nie zaskakuje, ale w jakiś sposób porusza. Nic też w tym dziwnego, bo każda jednostkowa historia związana z obozami koncentracyjnymi będzie mniej lub bardziej szarpać nasze pokłady wrażliwości. Zawsze. I choćby po to, by dorzucić kolejną taką małą cegiełkę do naszej wiedzy na ten temat, warto sięgnąć po „Tajemnicę niebieskiego kufra.”
Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)
Lise Dion, „Tajemnica niebieskiego kufra”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze