Blurb obiecuje, że „Przeszłość” to nie tylko intymny portret rodzinny, ale także dramatyczny zwrot akcji i mroczne sekrety. Czy tak jest rzeczywiście?
Powieść zaczyna się obiecująco: czwórka rodzeństwa postanawia spędzić po raz ostatni wspólne wakacje w małym domku odziedziczonym po dziadkach. Ma to być czas dla rodziny poświęcony na wyjaśnienie wielu spraw, bycie razem i próbę splątania losów ludzi, którzy od dawna mają ze sobą niewiele wspólnego.
Ekscentryczna Alice przywozi ze sobą syna byłego partnera. Wycofana Harriet zjawia się sama, za to głośna Fran jak zwykle ciągnie za sobą dwójkę dzieci, gdyż nie może liczyć na ich ojca. Ostatni zjawia się Roland z dorastającą córką i nową, piękną żoną. Cztery różne temperamenty, to jedna składowa wybuchowej mieszanki. Drugą są dzieci w różnym wieku i buzujące w małej przestrzeni hormony.
Dom jest pełen bolesnych wspomnień. Każdy przedmiot i każdy kąt przypomina o niewesołej przeszłości. Sytuacji nie ułatwiają także trudne charaktery czworga dorosłych i poharatanych przez życie ludzi, z których każde zdaje się skrywać jakąś tajemnicę. Nic dziwnego, że czytelnik liczy na spektakularną katastrofę lub wybuch, dający potem katharsis. Niestety, autorka prowadzi swoją opowieść do bardzo rozczarowującego finału, pozostawiającego niedosyt.
Takie odczucia towarzyszą zresztą całej lekturze: bohaterowie są jednowymiarowi i pozbawieni jakiejkolwiek głębi, dlatego ich poczynania oglądamy bez emocji, nie przejmując się absolutnie tym, co szykuje dla nich autorka. Te płaskie marionetki wchodzą ze sobą w równie płaskie interakcje pozbawione jakiegokolwiek życia. Akcja toczy się powoli i ospale, nie potrafiąc zaangażować czytelnika, który bez zaciekawienia przewraca kolejne strony. Hadley stworzyła opowieść nie dającą się polubić, tak samo zresztą, jak jej bohaterów. Każdy z członków rodziny jest konstruktem złożonym z kilku zaledwie cech, które w rezultacie tworzą nieciekawą i wysiloną całość. Najgorszym przypadkiem są tutaj dzieci Fran, którym zawdzięczamy najbardziej niedorzeczne wątki, a także scenę żywcem przeniesioną z „Regulaminu tłoczni win” Irvinga.
Zamiast nostalgicznego klimatu, właściwego dla tego typu powieści, dostajemy do rąk przedziwną mieszankę, w której pełno jest niedokończonych wątków, wydumanych pomysłów, nieciekawych bohaterów i ich równie nieciekawych dramatów.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Tessa Hadley, „Przeszłość”, Wydawnictwo WAB, Warszawa, 2017 r.
Komentarze