Przez irytację po satysfakcję

Recenzja książki "Straż".
„Złe dobrego początki” to tytuł znanego filmu, ale zarazem sformułowanie, które bez wątpienia mogłabym odnieść do „Straży” Marianne Curley.

Bo chociaż  w ostatecznej ocenie książka mi się podobała, to pierwsze wrażenie zdecydowanie nie należało do tych najlepszych.

Wśród zalewu wilokłaczo-wampirzej literatury dla młodzieży, „Straż” to bardzo fajna historia dla nastolatków z dobrym pretekstem do fabuły. Otóż okazuje się, że strażnicy czuwają nad tym, aby światem nie zawładnęły siły chaosu i w tym celu podróżują w czasie, aby dopilnować, żeby historia potoczyła się dobrze nam znanym torem. W tym wypadku, żeby Ryszard II został królem Anglii, a Abigail Smith żoną prezydenta Johna Adamsa. Olbrzymim plusem książki jest to, że historia została w niej tak ciekawie przedstawiona, iż chciałoby się, żeby tych podróży w czasie było więcej, a po wyprawach Ethan i Isabel, aż żal, że nie można samemu cofnąć się do dowolnej epoki...

Ale czemu moja przygoda ze „Strażą” zaczęła się tak niefortunnie? Otóż cała akcja zaczyna się nie wiadomo gdzie, ani nie wiadomo kiedy. Czytelnik po prostu zostaje wrzucony w fabułę tak, jakby wszystko było, na tyle oczywiste, że autorka nie widziała sensu w udzielania jakichkolwiek wyjaśnień, a to naprawdę może być irytujące na początku lektury... O głównym  bohaterze książki – Ethannie dowiadujemy się jedynie tego, że jego siostra zginęła zabita przez jakąś mroczną kreaturę, kiedy oboje byli dziećmi, a jego rodzice nigdy nie otrząsnęli się z traumy po tym zdarzeniu. On sam jest dość niezwykłym nastolatkiem, bo samą siłą myśli potrafi wysadzać w powietrze budziki i należy do tajemniczej straży, która nie wiadomo czego pilnuje. Wkrótce okazuje się, że Ethan ma stanąć przed trybunałem (też nie wiemy jakim) i szkolić siostrę przyjaciela Isabel (ale nie wiadomo w jakiej dziedzinie). I kiedy te wszystkie niewiadome już prawie sprawiły, że rzuciłam książką w kąt, okazało się, że tą uczennicą będzie nie tylko Isabel, ale także ja sama i każdy kolejny czytelnik „Straży”. Nie wiem, czy to celowy zabieg, ale jeśli tak, naprawdę udał się autorce, bo prawdopodobnie właśnie tak zirytowana jak ja, była sama Isabel, kiedy rozpoczęło się jej szkolenie – pełna pytań i zachodząca w głowę „o co tu właściwie chodzi”. Jednak od momentu, kiedy dziewczyna poznaje prawdę, a my razem z nią zaczynamy stopniowo odkrywać wszystkie sekrety straży, książka robi się naprawdę niezła.

Dodatkowo do zmagań z czasem dochodzi wątek romansowy pomiędzy głównymi bohaterami, a jakby tego było mało zaborczy brat Isabel już wcześniej poróżnił się z Ethanem o  piękną i tajemniczą Rochelle i nie podoba mu się, że spędza czas z jego siostrą. Ale jest jeszcze  opiekun Ethana obdarzony wieczną młodością Arkadian i na nim ta skomplikowana relacja wcale się nie kończy...

Poza dobrym pomysłem na fabułę mamy tu wszystko, czego potrzeba dobrej książce przygodowej dla młodzieży – miłość, zemstę, walkę i zagadkę. I kiedy tylko przegryzłam się przez początek, książka okazała się naprawdę wciągająca. Dlatego z czystym sumieniem polecam.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Marianne Curley , „Straż”, Wydawnictwo Jaguar 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat