Po tym, jak rodzice Violet zostali zamordowani, dziewczyna – wtedy jeszcze dziecko – doświadczyła tylko obojętności. Szybko musiała stać się twarda, samowystarczalna, musiała nauczyć się radzić sobie ze światem i koszmarnymi wspomnieniami, które nie dawały jej zasnąć, gdy tułała się od jednej nieodpowiedzialnej rodziny zastępczej do drugiej. Zamiast ciepła rodzinnego, bezpieczeństwa i możliwości rozwoju dorastająca Violet miała etykietkę dziwaczki, „tego dziecka”, podejrzanych opiekunów i swobodny dostęp do brudnego świata narkotyków. Żeby poradzić sobie z przeszłością i nie pozwolić jej wpływać na wszystkie aspekty teraźniejszości, Violet zdystansowała się względem otoczenia i nauczyła nie okazywać emocji i pozytywnych uczuć.
Luke wychował się w koszmarze – opuszczony przez ojca, pozostawiony pod opieką matki-narkomanki, której musiał pomagać w dozowaniu sobie kolejnych porcji „lekarstwa”, opuszczony nawet przez siostrę, która nie mogąc znieść sytuacji w domu popełniła samobójstwo. Wyrósł na młodego mężczyznę z obsesją na punkcie kontroli i porządku, niezdolnego do budowania głębszych relacji z ludźmi. Alkohol i przygodny seks stały się dla niego odskocznią, pozwalającą zapomnieć.
Chęć zapomnienia to z pewnością jedna z cech, która łączy tych młodych bohaterów nowej powieści Jessici Sorensen „Przeznaczenie Violet i Luke’a”. Mają oczywiście o wiele więcej wspólnego, co powoli odkrywają począwszy od dnia, w którym Violet wyskakuje z okna i dosłownie wpada na Luke’a. Chociaż oboje dryfują w stronę destrukcji, nieoczekiwane spotkanie pozwala im się na chwilę zatrzymać i dać sobie szansę na ocalenie.
Zaczynając lekturę miałam wrażenie, że będzie to typowa historia młodzieżowa, w której wykolejona postać znajduje swoją drogę i wszystko dobrze się kończy. W tym przypadku byłaby to zintensyfikowana typowa historia młodzieżowa, bo oboje bohaterowie są wyjątkowo zniszczeni życiem. Okazało się jednak, że Jessica Sorensen stworzyła historię wykraczającą poza schemat „ratowania złej jednostki przez dobrą”, roboczo nazywany także „miłość cię ocali”. Relacja między Violet i Lukiem rozwija się niezwykle powoli i ostrożnie, czytelnik ma wrażenie, że bohaterowie stąpają po kruchym lodzie. Nie ma wielkich wyznań, porywów serc, szczytem w relacji między postaciami jest budowanie stopniowego zaufania, zdradzania szczegółów ze swojej przeszłości, mówienie o słabościach. To wyjątkowo atypowe jak na literaturę młodzieżową, w której zazwyczaj w drugim rozdziale pada zapewnienie o dozgonnej miłości. Niektóre zwroty akcji są łatwe do przewidzenia i aż zbyt trywialne, jak na tę historię, ale zakończenie – nieprzewidywalne, nie cukierkowe, wręcz tragiczne – rekompensuje wszystkie drobne minusy powieści.
Jessica Sorensen stworzyła kolejną świetną historię skierowaną do starszej młodzieży (czy też młodych dorosłych). Z pewnością jest to pozycja obowiązkowa dla fanów „Przypadków Callie i Kaydena”, którzy jako postacie drugoplanowe pojawiają się w „Przeznaczeniu Violet i Luke’a”.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
„Przeznaczenie Violet i Luke’a”, Jessica Sorensen. Zysk i S-ka, Poznań 2016
Komentarze