Zaczęło się bardzo niewinnie, ot, kolejny obiad u rodziców, pieczony kurczak, siostrzenica, która wierzy w to, że jest reniferem, miłe pogaduszki z babcią Mazurową o strzelaninach i aresztowaniach – czyż w życiu łowczyni nagród z piekła rodem można by wyobrazić sobie większa idyllę? Cóż, jeśli mowa o Stephanie Plum, to niemal pewne, że nie potrwa ona długo, i dlatego właśnie najnowszy tom jej przygód – „Ósemka wygrywa” czyta się z prawdziwą przyjemnością.
Po raz ósmy fatum zawisło nad naszą dzielną Śliwką, kiedy do drzwi zapukała sąsiadka o swojsko brzmiącym nazwisku Mabel Markowitz. Cóż może być gorszego niż łzy starszej, bezradnej kobiety? I jak tu jej nie pomóc, a już zwłaszcza kiedy zaginęła jej wnuczka, a ponieważ staruszka wpłaciła za nią kaucję teraz grozi jej utrata domu? Stephanie zgadza się pomóc pani Markowitzi i jak zwykle od razu udaje jej się wpakować w kłopoty.
Okazuje się bowiem, że Evelyn – wnuczki pani Markowitz szuka nie tylko nasza Śliweczka, ale też wyjątkowo nieprzyjemny lokalny mafiozo Edie Abruzzi. Trupy, strzelaniny, pościgi i niebezpieczeństwo, które okazuje się o wiele większe niż można by początkowo przypuszczać, sprawiają, że Stephanie nie będzie miała tym razem ani chwili na odpoczynek, a czytelnikowi będzie naprawdę ciężko odłożyć książkę „Ósemka wygrywa” choćby na moment.
Każdy, kto zna poprzednie siedem tomów, mógłby retorycznie spytać „czego tam już nie było”, w końcu znalazł się niejeden pożar, liczne strzelaniny, porwania, najścia psychopatycznego boksera itd., a jednak Janet Evanovich udowadnia, że jej inwencja w piętrzeniu przeszkód przed Stephenie wzrasta z każdym tomem. No, może tym razem kasacja kolejnych samochodów nie zaskakuje pomysłowością, ale za to nadrabia to ich ilość.
Czym jednak byłyby wybuchowe przygody Śliweczki bez osłody w postaci czekoladowej polewy? Stephanie zdecydowanie nie zachęca do odchudzania, a czytanie jej przygód zawsze koczy się pochłonięciem ponadprogramową ilości słodyczy. Nie wspominając już o tym, jak brzuch zaczyna burczeć za sprawą opisów kuchni mamy naszej bohaterki… Ale nie ma co sobie żałować, Stephanie w końcu spala swoje kalorie dzięki stresującej pracy, a my, czytelniczki, poprzez zanoszenie się śmiechem.
A tego jak zwykle u Janet Evanovich nie zabraknie. Atak wygłodniałych gęsi, ucieczka przed morderczym królikiem, paralizator, który działa zawsze wtedy, kiedy nie powinien, pijaczek, pozbawiający naszą bohaterkę kolejnych kajdanek, czy świeżo rozwiedziona siostra, która ma trudności ze znalezieniem pracy i pilną potrzebę znalezienia nowego męża.
Jak zwykle, w zmaganiach Stephanie nie zabraknie przyjaciół i pomocników. Na pierwszym planie jak zawsze znajdzie się Lula, zaraz obok niej Komandos, nieoceniane jak zawsze okaże się wsparcie babci Mazurowej, a do drużyny śliwek dołączy jeszcze prawnik Albert Kloughn, który przywodzi na myśl klauna nie tylko za sprawą nazwiska. No ale dziewczyna nie żyje przecież samą pracą. Co prawda w poprzednim tomie Stephanie nie wyszło z Joe Morellim, ale przecież to nie jedyny mężczyzna w zasięgu naszej bohaterki, prawda?
„Ósemka wygrywa” to kolejna udana porcja akcji, humoru i babskich rozterek od Janet Evanovich i jak zawsze tuż po odłożeniu ma się ochotę na więcej. Polecam i już czekam na kolejny tom.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Janet Evanovich, „Ósemka wygrywa”, Fabryka Słów 2013
Komentarze