Przyjaciel największym wrogiem

Recenzja książki "Z miłości do prawdy".
„Z miłości do prawdy” to powieść, która przedstawia dwie, od dawna walczące ze sobą nacje: kahe i ludzi. Niestety, Karina Pjankowa stworzyła kiepską podróbkę „Władcy pierścieni” i „Harry’ego Pottera” w jednym.

Bohaterka „Z miłości do prawdy” - Rinnelis Tyen  to dwudziestokilkuletnia śledcza. Zajmuje się sprawą poważnego morderstwa. Dziewczyna słynąca z niezwykle trudnego i podłego charakteru, okazuje się idealną osobą do rozwiązania tej zagadki. Według kolegów i pracodawców Rinnelis jest bezwzględną, pozbawioną serca śledczą. Jej zadanie polega na znalezienie zabójcy Sofii – księżniczki, która została drastycznie zamordowana. Głównym podejrzanym jest Taellon Aen – kochanek Sofii. Okazuje się jednak, że rozwiązanie sprawy nie jest takie proste, a co najważniejsze – niebezpieczne. To jest świat, w którym najlepszy przyjaciel, może okazać się największym wrogiem.

„Z miłości do prawdy” to powieść, która przedstawia dwie, od dawna walczące ze sobą nacje: kahe i ludzi. Niestety, Karina Pjankowa stworzyła kiepską podróbkę „Władcy pierścieni” i „Harry’ego Pottera” w jednym. Po przeczytaniu zapowiedzi, byłam niezwykle ciekawa.  Jednak już po pierwszych stronach ciekawość ustąpiła miejsca zaskoczeniu i znudzeniu.  Czekałam na jakiś niesamowity zwrot wydarzeń, opisy przesłuchiwania świadków, ciekawe fakty z życia rodziny książęcej. Tym czasem, otrzymałam nudne opisy i poczynania Rinnelis, które rzekomo miały na celu odnalezienie zabójcy Sofii. W rezultacie byłam świadkiem bezcelowej pracy bohaterki, która była coraz to bardziej bezbronna i zrezygnowana. Chociaż zapewniano, że jest niezastąpiona, bowiem nie ma zagadki, której by nie rozwiązała. Karina Pjankowa dopiero po kilkudziesięciu stronach wyjaśnia istotę sprawy. Chciała zbudować tajemniczy klimat, a tym czasem zanudza. Co bardziej niecierpliwy czytelnik, zapewne nie czekałby na dalsze wyjaśnienia i odłożył książkę znacznie szybciej.

„Z miłości do prawdy” to powieść będąca mieszaniną kryminału oraz znanych i szanowanych na całym świecie hitów.  Mamy tam naprawdę wszystko, od orków, elfów, kehe, na ludziach posługujących się magią skończywszy. Książka byłaby nawet do przetrawienia, jeśli jej akcja rozwijałaby się w szybszym tempie. W tym przypadku po prostu jesteśmy zanudzeni licznymi opisami postaci podłej Rinnelis, czy kolejnych zamachów na jej życie. Karina Pjankowa nie stworzyła ani dobrego kryminału, ani ciekawej powieści fantastycznej.

Wioleta Derkowska
(wioleta.derkowska@dlalejdis.pl)

Karina Pjankowa, „Z miłości do prawdy”, Fabryka Słów 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat