Grzmiące to typowa, polska mieścina, w której każdy dzień wygląda tak samo. W lokalnym „butiku” o wdzięcznej nazwie Manchatan pracuje Iwona, młoda kobieta o niekonwencjonalnej urodzie. Wpada w oko dwukrotnie starszemu Karolowi, który zamieszkuje od niedawna zniszczony dworek leżący na skraju mieściny. Pewnego dnia Karol, po licznych podchodach, daje Iwonie propozycję, która ma odmienić jej życie. Przez naukę o sztuce i opowieściach o historii budzi w dziewczynie potrzebę spróbowania innego życia, a jednocześnie odnajduje w niej drugą stronę jej osobowości. Po tragicznej historii, która rozegra się w dworku bez świadomości Iwony, dziewczyna wyjeżdża do Warszawy i zostaje na dobre wciągnięcia w świat, który ma wiele do zaoferowania – ale i wiele może zniszczyć. W ten sposób życie Iwony nigdy już nie wróci na utarte tory.
Autor książki, Waldemar Pernach, postarał się o to, aby była ona możliwie jak najbardziej niezrozumiała i wymagająca refleksji oraz milionów domysłów, a jednocześnie – wciągająca i irytująco ciekawa. Dawno nie czytałam książki, w której działoby się tyle dziwnych jak na obecne czasy zdarzeń; która posługiwałaby się językiem, który niekoniecznie jest łatwy do przetrawienia; która wymagałaby od czytelnika, aby ten skupił się na opisywanych wydarzeniach i zabawach słowem, a jednocześnie przyzwyczaił się do głównej bohaterki, mimo iż czasem sprawiała ona wrażenie schizofreniczki. Uroczej, inteligentnej, ale schizofreniczki.
Z drugiej strony „Przypadek Iwony z Grzmiących” jest bolesną opowieścią o dość poruszającym, choć równocześnie rozczarowującym zakończeniu. Trudno powiedzieć, że mamy do czynienia z rozwiązaniem akcji, bo w trakcie lektury nie do końca możemy powiedzieć, kiedy się ona na dobre zawiązała i odsłoniła przed nami swoje tajemnice. Z pewnością z jednej strony Iwona jest postacią niezwykle sympatyczną i z rozmysłem żonglującą oczekiwaniami, które stawiają przed nią spotykani ludzie i rzeczywistość. Z drugiej strony cierpi w sposób, którego żaden człowiek nie życzyłby nawet najgorszemu wrogowi. Na całej swojej drodze życia, mimo obecności mężczyzn, jest nadal samotna, i to ta samotność jest coraz bardziej zauważalna wraz z mijającymi kartkami.
Nie da się nie docenić kunsztu autora w posługiwaniu się słowem pisanym i uzurpowanymi dialogami, a zwłaszcza wypowiedziami Iwony. Kunszt ten przyciąga zwłaszcza osoby zakochane w języku ojczystym, obnażając, jak wdzięczny, ale i wymowny potrafi on być. Z drugiej strony jednak książka budzi uczucie zmęczenia w czytelniku – w pewnej chwili nie jesteśmy pewni, czy w ogóle wiemy, co się właśnie dzieje, oraz, co ważniejsze, czy ma to jakiś sens. A czy faktycznie go ma? Sprawdźcie sami!
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Waldemar Pernach, „Przypadek Iwony z Grzmiących”, Gdynia, Wydawnictwo Novae Res, 2015
Komentarze