Przypadki apodyktycznej staruszki

Recenzja książki „Przypadki pani Eustaszyny”.
„Przypadki pani Eustaszyny” konwencją przypominają nieco „Dom nad rozlewiskiem” Małgorzaty Kalicińskiej. Tyle tylko, że cykl Kalicińskiej przy pani Eustaszynie jawi się jako literatura z wyższej półki.

W „Przypadkach pani Eustaszyny” Marii Ulatowskiej poznajemy pewną starszą panią, mimo wieku pełną werwy, ale zarazem wścibską, bezkrytyczną, uważającą, że wszystko załatwi najlepiej i usiłującą sterować życiem swoich najbliższych. Znamy takie przypadki prawda? Maria Ulatowska też najwyraźniej zna, ponieważ przedstawiła swoją bohaterkę z wielką życzliwością, a jej postępowanie z przymrużeniem oka. Czy panią Eustaszynę da się jednak polubić, to już trudniejsza kwestia.

Bohaterowie książki są takimi ludźmi, jakich spotykamy na co dzień – to klasa średnia, tzw. nowi mieszczanie, wykształceni, kulturalni, ale przeciętni. Prym wśród nich wiedzie główna bohaterka tytułowa pani Eustaszyna, która nie dopuści do tego, aby ktokolwiek sam decydował o swoim życiu. I tak podłącza się do przyjaciółki, która pisze powieści, swojej wychowanicy szuka idealnego partnera, nieustannie ustawia swojego własnego męża pana Eustachego, a jej działania, jak można się domyślić, nie zawsze wychodzą bliskim na dobre.

Jakież to przypadki pani Eustaszyny opisuje Maria Ulatowska? Niestety, według mnie banalne – wizytę w centrum handlowym, która kończy się zgubieniem, ucieczkę ze szpitala prosto do domu Adama Małysza, awanturę w przychodni, która prowadzi w progi Ministerstwa Zdrowia itp. W zamierzeniu wszystko to powinno być zabawne, bo wojowniczej starszej pani nic przecież nie straszne i zawsze sobie poradzi, ale poczucie humoru do mnie jakoś nieszczególnie trafia, jak i sam język książki, który sprawia, że pani Eustaszyna jest naprawdę irytująca.

Z drugiej strony książka może mieć pewne zalety, jeśli potraktujemy ją jako poradnik o tym, jak radzić sobie z apodyktyczną staruszką. O ile oczywiście mamy tyle cierpliwości co bliscy głównej bohaterki…

Po przeczytaniu, książkę odkłada się bez żalu i bez tęsknoty za kolejną porcją przygód pani Eustaszyny, bo jest to opowieść bez drastycznych zdarzeń, dramatów porywów uczuć czy nieoczekiwanych zwrotów akcji. „Przypadków pani Eustaszyny” na pewno nie można zaliczyć w poczet książek przygodowych, a swoją konwencją przypomina nieco „Dom nad rozlewiskiem” Małgorzaty Kalicińskiej. Tyle tylko, że cykl Kalicińskiej przy pani Eustaszynie jawi się jako literatura z wyższej półki.

Być może nie jest to po prostu książka dla osób w moim wieku? Żeby się co do tego upewnić o opinię poprosiłam swoją babcię, która stwierdziła, że książka Marii Ulatowskiej jest jak pogodna rozmowa dwóch starszych pań na ławeczce. Po czym skonstatowała, że  „Przypadki pani Eustaszyny” to opowieść o zwyczajnych, acz przyzwoitych ludziach i ich codziennym życiu. Czy warto przeczytać? Nie odradzam, ale według mnie i mojej babci na pewno można znaleźć kilka lepszych pozycji, również o starszych paniach.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

Maria Ulatowska, „Przypadki pani Eustaszyny”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat