„Przypadki Callie i Kaydena” - recenzja

Recenzja książki „Przypadki Callie i Kaydena”.
W książce Jessiki Sorensen męczą się nie tylko tytułowi Callie i Kayden, ale także czytelnik.

Kiedy byłam nastolatką, czytałam mnóstwo naprawdę fajnych młodzieżowych książek. Również teraz, mając dwadzieścia kilka lat, od czasu do czasu sięgam po nowości dla młodzieży, z czystej ciekawości, co też nowi autorzy mają do zaproponowania młodym czytelnikom.

Ostatnio sięgnęłam po powieść Jessiki Sorensen „Przypadki Callie i Caydena”. Gdzieś wyczytałam, że autorka specjalizuje się w powieściach gatunku New Adult. Cóż to takiego? Krótko mówiąc, są to powieści dla starszych nastolatków, a nawet dla osób po dwudziestce. Czyli nie o pierwszych pocałunkach i kłótniach z przyjaciółkami z klasy, a raczej o tych poważniejszych sprawach, np. wyprowadzka z domu, wybór uczelni wyższej, nałogi, trwanie w stałym związku, a nawet zakładanie rodziny. Warto przypomnieć sobie słowa jednego z tekstów wspaniałej Agnieszki Osieckiej:

A gdy się zejdą, raz i drugi,

kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
co zrobić, co zrobić z tą miłością?

Nie śmiałabym ingerować w jakikolwiek sposób w pióro Osieckiej, jednak gdyby zamienić kobietę na dziewczynę i mężczyznę na chłopaka osiemnastoletniego, to wychodzi definicja powieści New Adult.

Niestety, w książce Jessiki Sorensen męczą się nie tylko tytułowi Callie i Kayden, ale także czytelnik. Jeśli chodzi o schemat New Adult, wszystko gra. Callie wyjeżdża z domu, aby zamieszkać w kampusie przy nowej uczelni. Jest garbiącą się i chorobliwie chudą, zranioną w dzieciństwie dziewczyną noszącą workowate ciuchy. Jej przeszłość ma być owiana nutką tajemnicy, jednak czytelnik od razu domyśla się, co się wydarzyło… więc żadna tajemnica. Kayden trafia na tę samą uczelnię co Callie. Jest ofiarą przemocy domowej. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu, dzięki czemu zaczynają się zmieniać, dojrzewać do różnych trudnych decyzji, okazywać uczucia. I w zasadzie tyle.

To mogła być bardzo dobra powieść, bo przecież wyżej wymienione problemy potrafią wstrząsnąć życiem dorosłego człowieka, a co dopiero nastolatka. Można stworzyć z nich bardzo poruszające historie. Niestety w moim odczuciu „Przypadki Callie i Kaydena” nie powinny nikomu zapaść w pamięć. Znajdą się tacy, którzy będą się emocjonować tą historią, bo mogłaby być niezła, gdyby była dobrze napisana. Autorka wprowadziła dwoje narratorów – Callie i Kaydena – dzięki czemu możemy poznać różne sytuacje z dwóch stron, jednak przemyślenia bohaterów są banalne, a  dialogi niewiele lepsze. Jeśli dla Kaydena kłamstwo nie jest tylko kłamstwem, ale „pieprzonym kłamstwem”, ktoś nie jest tylko dzieciakiem, ale „pieprzonym dzieciakiem”, nie tylko debilem, ale „pieprzonym debilem”, a on sam ma nie tyle nawyki, co „pieprzone nawyki” oraz nie tyle czegoś pragnie, co „tego, kurde, pragnie”, to od razu nóż się w kieszeni otwiera. Nie muszę już chyba dodawać, że słownictwo autorki jest dość ograniczone i niesmaczne. Wiem, wiem! Nastolatki przeklinają, wszyscy przeklinamy. Jednak kiedy na jednej stronie pojawia się kilka tego typu wypowiedzi, to zwyczajnie ma się dość.

Być może moim błędem było sięgnięcie po lekturę dla nieco młodszych czytelników. Będę jednak obstawać przy swoim: gdybym przeczytała tę książkę 8 lat temu, prawdopodobnie miałabym takie same zdanie na jej temat, co dziś. Najlepiej jednak sprawdzić samemu.

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@dlalejdis.pl)

Jessica Sorensen „Przypadki Callie i Kaydena”, Zysk i S-ka, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat