„Przystań Nadziei” - recenzja

Recenzja książki „Przystań Nadziei”.
Trudne wydarzenia z przyszłości często kładą się cieniem na naszym życiu, skutecznie uniemożliwiając nam ponowne odnalezienie szczęścia. Czy można się od nich naprawdę uwolnić?

Książka Irene Hannon już od pierwszego wejrzenia emanuje nadzieją. Nie chodzi o jej tytuł (tutaj skojarzenia w końcu nasuwają się same), lecz o żywą radość bijącą już z samej okładki, będącą idealną zapowiedzią jej treści i ogromnego ładunku emocjonalnego, jaki za sobą niesie. Nie będę ukrywać, że jeszcze przed przystąpieniem do lektury byłam przekonana, że wieczór spędzony przy tej książce będę pamiętać przez długie tygodnie i miesiące. Jak było w rzeczywistości? O tym za chwilę się przekonacie.

Michael Hunter, zagubiony w swoim pustym świecie wdowiec, przemierza setki kilometrów, aby na parę tygodni osiąść w Przystani Nadziei, ukochanym miejscu swojej zmarłej żony Julie. Przybywa tu w poszukiwaniu spokoju, oczekując znalezienia odpowiedzi na nurtujące go pytania. Kiedy jest już na miejscu okazuje się, że w motelu, w którym miał nocować, doszło do awarii, i będzie musiał poszukać innego lokum. Charley, uroczy sprzedawca rybnych tacos, widząc przygnębionego przybysza, prosi swoją znajomą Annę Williams, by ta zaniosła mu przekąskę i kartkę z wiadomością. Zamknięta w sobie staruszka z niechęcią spełnia prośbę przyjaciela, a gdy podchodzi blisko Michaela, z przerażeniem zauważa jego łudzące podobieństwo do jej syna Johna. Wbrew samej sobie proponuje Hunterowi wynajęcie przybudówki, nie mając pojęcia, w co się pakuje. Michael w końcu przyjmuje ofertę. Wydawałoby się, że jego pobyt w Przystani Nadziei zaczął się dość dziwnie, więc być może na tym koniec rewelacji i będzie mógł spokojnie zastanowić się nad swoim życiem. Tymczasem w jego świat wkracza tajemnicza Tracy Campbell, współwłaścicielka plantacji żurawiny, która w swoim sercu tak samo jak Hunter nosi bolesną tajemnicę.

Teraz jest czas na to, by rozwodzić się nad literackim kunsztem autorki, świetną kreacją bohaterów czy wartką akcją. Ja jednak wolę skupić się na emocjach, które wywołała we mnie ta książka. Historia opowiedziana przez Irene Hannon nie pozwala pozostać obojętnym. Siłą rzeczy czytelnik odnajduje siebie samego w rozterkach bohaterów i razem z nimi próbuje przejść trudną drogę od zniewolenia przeszłością do nadziei i cudownej przyszłości. Czytając tę powieść doświadczamy całego spektrum uczuć: od bólu, smutku, żalu, rozczarowania i braku przebaczenia do wiary, radości i prawdziwej miłości. Mam nadzieję, że i Wy zdecydujecie się na tę wyjątkową podróż do ludzkich serc i pozwolicie samym sobie odnaleźć drogę do szczęścia.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Irene Hannon, „Przystań Nadziei”, Wydawnictwo Dreams 2018



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat