Blanka jest osobą, która zawsze brała, co świat zaoferował. Jedna sytuacja zmieniła jej pogląd na życie. Kilka lat wcześniej stała się ofiarą napadu w sklepie, dlatego zmieniła się w nieufną i bojaźliwą osobę. Nie może poradzić sobie z traumatycznym przeżyciem. Do dziś odczuwa jego skutki. Dziewczyna pragnie nowego startu. Wyjeżdża na studia, znajduje mieszkanie, zaczyna pracować. Szuka zapomnienia w nowym otoczeniu. Właśnie wtedy na jej drodze staje Mateusz. Przyciąga dziewczynę do siebie od pierwszego spotkania. Nie jest typem chłopaka dla Blanki. Zmienia dziewczyny co chwilę, które są dla niego tylko zapomnieniem. Od piętnastego roku życia walczy o swoje. Nie wie, co to spokój i stabilizacja. Czy różnice dzielące Blankę i Mateusza będą rzutować na ich szczęście? Czy warto walczyć o to uczucie? Czy przeszłość potrafi zaburzyć nawet najlepsza relację?
Jeśli szukacie emocjonalnej maszynki, która przemieli wasze miękkie wnętrzności – weźcie do ręki „Przyszłość ma Twoje imię”. Żadna książka nie wywołała w moim wnętrzu takiego spustoszenia. Człowiek jednocześnie płacze, śmieje się i trzyma kciuki, żeby bohaterowie nareszcie trafili na dobrą drogę w życiu.
Blanka jest osobą, która może wydawać się tylko lękliwą sarenką. Owszem, traumatyczne przeżycia odebrały jej dużo pewności siebie, ale nie całą. Dziewczyna często walczy o to, czego pragnie i nie boi się głośno powiedzieć, czego chce. Oczywiście muszą być ku temu sprzyjające warunki. Najbardziej podziwiam w niej walkę o lepsze jutro. Mimo że ma pełne prawo do siedzenia pod kołdrą i użalania się nad sobą, wychodzi śmiało do świata oraz chce wrócić do bycia dawną Blanką. Jest też osobą o szeregu różnych zainteresowań. Bycie pilotem czy fascynacja rolkami to tylko wierzch góry lodowej.
Mateusz jest tajemniczy waleczny, przystojny i... bad boy'em, którego każda kobieta chciała mieć u siebie w łóżku. Od najmłodszych lat musi zajmować się sobą oraz doglądać brata. Walka nie jest mu obca. Kiedy poznaje Blankę, coś się zmienia. Nie chce żyć chwilowymi momentami spełnienia. Zauważa, że można egzystować inaczej. Dopuścić kogoś do siebie, znaleźć długo szukane szczęście. Można pomyśleć, że chłopak jest postacią powielaną, ale w przypadku Mateusza wszystko wychodzi naturalnie i nie da się go nie lubić. Blanki tak samo.
Historia jest wciągająca, ale nie należy do zawrotnych. Biegnie swoim wolnym torem. Dużo jest miejsca na zwroty akcji, zaskakujące decyzje, czy niezrozumiałe dylematy. Niektóre sytuacje można odebrać jako przerysowane, zbyt rozdmuchane, ale po głębszej analizie okazuje się, że wcale tak nie jest. Bohaterowie naprawdę mogli odczuć przeżyte wydarzenia tak a nie inaczej, szczególnie jeśli wcześniej się z nimi nie zetknęli. Wielu sytuacji się nie spodziewałam. Zupełnie inaczej widziałam losy głównych bohaterów, ale to dobrze. Autorka zaskoczyła mnie, a to zawsze jest wielkim plusem. Najjaśniejszą częścią książki są emocje, które wyskakują z każdej strony. Podczas czytania można się zatracić.
Tekst Elżbiety Rodzeń jest niewymuszony. Odczuwa się, jakby zasiadła sobie w jedno popołudnie i napisała książkę. Jej styl pisania jest naturalny oraz lekki. Dzięki niemu powieść czyta się szybko, mimo że ma ponad 540 stron. „Przyszłość ma Twoje imię” wybija się na tle innych dzieł z gatunku New Adult. Rzeczą, na która ostatnio zwracam coraz bardziej uwagę, są podziękowania. Autorka nie zapomniała o czytelnikach. Uważam, że jest to bardzo miły gest, kiedy twórca nie zapomina o swoich odbiorcach.
Podsumowując, polecam. Jest to przepiękna powieść o odnajdywaniu siebie, swojego celu oraz tworzeniu czegoś wspaniałego z drugim człowiekiem. Uważam, że książka jest bardzo życiowa i pokazuje początki romansu dwojga młodych ludzi - jego wzloty oraz upadki. Dodatkiem są niecodzienne przeżycia bohaterów, które ubarwiają fabułę. Jestem na tak. Emocjonalne tornado gwarantowane. Polecam szczególnie fanom New Adult.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Elżbieta Rodzeń, „Przyszłość ma Twoje imię”, Poznań, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017
Komentarze