Czytając książkę, poznajemy główną bohaterkę z dwóch zupełnie różnych perspektyw. Z jednej strony jest cenioną, odnoszącą sukcesy prawniczką. W jej życiu zawodowym wszystko wydaje się poukładane, posegregowane i schludne. Strategicznie planuje każdy krok, żeby ostatecznie zdobyć to, do czego dąży. Potrafi precyzyjnie przewidywać, odpowiednio reagować, wyciągać konkretne wnioski i budować celne argumenty. Dzięki temu jej kariera układa się idealnie. Wygrywa kolejne sprawy, dostaje wyróżnienia na galach, poznaje coraz więcej ważnych osób. Zdobywa kluczowych klientów i ciekawe oferty. Ma pieniądze, znajomości, wpływy i wolność, której wielu ludziom brakuje. Kontroluje swój czas, inspiruje innych i realizuje swoje ambicje.
„Mężczyźni w moim życiu są jak motyle – piękni, ulotni i słabi. A ja jestem ich pułapką…”.
Przeciwieństwem życia zawodowego jest życie prywatne prawniczki. Jest to przestrzeń, w której jak cień odbija się każde napięcie, stres i presja, które wynikają z obowiązków zawodowych. Nie ma w nim miejsca na chłodną kalkulację, strategię ani kontrolę. W nim pozwala sobie odpuścić wszystko, co trzyma ją na powierzchni w życiu zawodowym, oddając się emocjom. Jej codzienność można porównać do stereotypowej wersji życia elit z wielkich miast. Nie ma w tym jednak jej samej. Jest tylko chłodny, przerysowany obrazek pełen imprez w pięknych lokalach, drogiego alkoholu, dużej liczby przelotnych znajomości. No i obowiązkowo pojawia się również żywiołowa i lojalna przyjaciółka. Relacja, która powinna jej pomóc przetrwać wszystko – od samotności, przez ciężką sprawę do obrony, po nieudany romans. Kasia mimo towarzystwa odczuwa w głębi pustkę, którą próbuje podpalić adrenaliną, romansami, alkoholem. Zazdrośni, tchórzliwi, agresywni, wszyscy wydają się za słabi na coś stałego, stabilnego. Każdy z nich ma w sobie coś ciekawego, coś, co przyciąga uwagę, ale nie zostają na dłużej. Mężczyźni zostają w jej orbicie i wracają – jak ćmy do ognia. Jak motyle zamknięte w złotej klatce. Schemat się powtarza, porywając Kasię w emocjonalny wir wydarzeń.
Książka nie skupia się na pogłębieniu wątku pracy w kancelarii prawniczej. Raczej opisuje ją syntetycznie, bez zanurzania się w jej specyfikę. Życie zawodowe Kasi jest jedynie tłem w ciągłym wirze emocjonalnych rozterek bohaterki. Nie poświęca ona mu zbyt wiele czasu. Raczej skupia się na tym, co dzieje się między nią a mężczyznami w jej życiu, którzy chcą ją mieć tylko dla siebie. Jednak wszyscy kochają tylko tę pozytywną stronę, która jest dla nich łatwa, akceptowalna. Żaden z nich nie ma odwagi, żeby wziąć ją całą, razem z pracą, sukcesami, ciężkimi chwilami i rutyną dnia codziennego. Wszyscy chcą posmakować ognia, który płonie w jej oczach. Poczuć go na skórze, w sercu i duszy. Chcą się nim bawić, żeglować i czerpać z niego radość. Jednak kiedy robi się naprawdę gorąco, odchodzą. A kiedy zatęsknią, wracają po więcej.
„Lampki nad barem odbijały się w jego oczach jak gwiazdy, które ktoś wrzucił do oceanu”.
Powieść opowiada spójną historię, która angażuje czytelnika emocjonalnie, jest lekka i przyjemna. Istnieją w niej sceny, które zaskakują i sprawiają, że akcja nieoczekiwanie przyspiesza. Emocje, którymi kieruje się bohaterka, są uzależniające dla niej, dla jej partnerów, ale również dla czytelnika, który angażuje się coraz mocniej w opowieść. Dodatkowo na wyróżnienie zasługuje zakończenie, które wybija czytelnika z powtarzającego się schematu zdarzeń, wplatając nowy, intrygujący zwrot akcji.
Książka idealnie nadaje się na urozmaicenie dłuższej podróż albo spokojnych wakacji. Do minusów zaliczę płynność dialogów, są sztuczne, brakuje im naturalności. Niektóre z nich brzmią naprawdę dobrze, ale w kompozycji z tekstem wydają się zbyt sztywne, nie są odpowiednio dobrane do panującej atmosfery między bohaterami. Ubogie opisy skupiają się na płytkim przedstawieniu postaci, uczuć i scenerii. Taki zabieg sam w sobie nie jest zły, jeśli zostaje odpowiednio użyty. Jednak w nadmiarze zostawia czytelnika z uczuciem, jakby zwiedzał świat składający się z tektury. Z daleka wszystko wygląda poprawnie, fasady są starannie pomalowane, kolory przyciągają wzrok, a zarys obiecuje coś więcej. Wystarczy jednak podejść bliżej, by dostrzec, że za oknami nie ma wnętrz, a uliczki kończą się tam, gdzie kończy się dekoracja.
„Pułapka na motyle” to przyjemna lektura dla miłośników powieści obyczajowych i romansów. Oferuje wzruszającą historię, angażujące wątki i skłania do refleksji nad zaufaniem, miłością oraz konsekwencjami podejmowanych decyzji. To dobra propozycja dla osób szukających emocjonującej, ale niezbyt wymagającej lektury. Mnie najbardziej przypadł do gustu finał, który pięknie spina wszystkie wątki, nadając wcześniejszym wydarzeniom nowe znaczenie. Jest emocjonalny, dopracowany i pozostawia miejsce na refleksję. Choć wydaje się zmierzać w przewidywalnym kierunku, ostatnie strony potrafią zaskoczyć i stanowią godne zwieńczenie całej historii.
Alicja Krecz
D.Arex, ,,Pułapka na motyle”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze